Tag Archives: czas honoru

:) / :(

Zwykły wpis

Nieszczęścia chodzą parami? Podobno…

Jak dla mnie raczej stadami!

Moje ostatnie życiowe kiepskości zostały ostatecznie przypieczętowane przez jakiś wielki, paskudny wirus, który zarządził w moim organizmie ostrą grypę.

I tak leżę w łóżku, popijam wodę z miodem i cytryną na zmianę z fervexem, dycham jak potłuczona i … staram się myśleć pozytywnie… W końcu, choćby nie wiem z jaką siłą wszystko waliło się na głowę, zawsze można znaleźć w życiu jakieś małe radości. I ja się ich doszukałam i na wzór jednej z moich ulubionych blogerek stworzyłam taką oto listę:

1. Ostatki lata na zewnątrz – choć na razie mogę je oglądać wyłącznie zza szyby, ale może jeszcze w weekend uda mi się ich doświadczyć na powietrzu.

2. Powrót „Czasu Honoru” – mojego ukochanego serialu, którego oglądanie celebruję tym bardziej, że to już ostatnia seria.

3. Kilka nowych książek zamówionych przez internet – na długie jesienne wieczory będą jak znalazł. Czekam na nie z niecierpliwością.

4. Zamykanie lata w słoikach – własnoręcznie albo wspólnoręcznie –  z Rodzicami. Ale to zasługuje na osobny post.

5. Spółdzielnia sałatkowa – którą wcielamy w życie z koleżankami z pracy. Każdego dnia inna z nas robi sałatkę dla wszystkich, a przepis wrzuca do specjalnego folderu w komputerze. Dzięki temu gotujemy mniej niż raz w tygodniu (wprawdzie uginamy się pod ciężarami naszych specjałów, bo przygotować trzeba porcję jak dla wojska), a jemy różnorodnie przez cały tydzień. I już chyba nigdy nie zabraknie nam pomysłu na sałatkę 🙂

Więcej z siebie na razie nie wykrzesam, ale i tak humor już nieco lepszy…

Reklamy

Papierowy „Czas honoru”

Zwykły wpis

Niedawno rozpoczęły się zdjęcia do nowej, ostatniej 😦 serii „Czasu Honoru”. Nie mogę doczekać się jesieni i emisji kolejnych odcinków, ale kiedy już przebrzmi muzyka odcinka ostatniego z ostatnich, to chyba popadnę w depresję!

więcej zdjęć z planu 5. sezonu TUTAJ

Tymczasem przypomniałam sobie, że nie napisałam nic o „Czasie Honoru” w wersji książkowej, choć parę osób już mnie o to pytało. Została napisana przez scenarzystę serialowego Jarosława Sokoła. Nie powiem, że jest kiepska, ale jak to zwykle bywa chwytanie trzech srok za ogon się nie opłaca. Poradziłabym panu Sokołowi pozostać jednak przy scenariuszach filmowych, papierowe opracowania pozostawiając komu innemu.

Nie zmienia to faktu, że dla fanów serialu ta książka to nie lada gratka (sama zamierzam kupić kolejne, zapowiedziane przez autora części). Zwłaszcza pierwsze kilkadziesiąt stron, które przedstawiają losy bohaterów zanim jeszcze rozpoczęła się akcja serialowa, są bardzo wciągające. Później powiewa nieco nudą. Choć może, jeśli nie zna się tak dokładnie serialu, to wcale tak nie jest? Nie wiem.

Wiem natomiast, że pan Jarosław odwala kawał dobrej roboty w taki czy inny sposób pokazując w interesującą historię Polski. Co więcej, ma do tego fantastyczne podejście i dystans, o czym miałam okazję się przekonać na spotkaniu z nim i aktorami z „Czasu Honoru”. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało – takich ludzi nam potrzeba 🙂

serialowy zawrót głowy

Zwykły wpis

Nie każdy wie, skąd się wzięły seriale. Ich historia jest ciekawa, bo pojawiły się już w początkach istnienia telewizji, kiedy nie było jeszcze reklam telewizyjnych w dzisiejszym rozumieniu. Tworzono więc krótkie reklamy-seriale, trwające 10 minut, w czasie których kilka razy bohaterowie wspominali, czy używali reklamowany przedmiot. Mogła to być np. historia gospodyni domowej, która zaprasza koleżanki na plotki i zawsze popijają przy tym NAJLEPSZĄ KAWĘ NA ŚWIECIE.

Po pewnym czasie dwie formy rozdzielono, reklamy skrócono, seriale wydłużono. I mamy to, co mamy (chociaż popularne ostatnio „lokowanie produktu w audycji”, czyli inaczej product placement, wydaje się być powrotem do źródeł).

Są dziś ludzie, którzy twierdzą, że seriali nie oglądają z zasady, ale właściwie czego nie oglądają? Bo seriale są tak różnorodne, że ciężko powiedzieć, czym są. Co łączy „Zbuntowanego Anioła”, „Doktora Housa” i „CSI”? Nic, poza tym, że są podawane widzom w odcinkach. To chyba za mało, żeby stwierdzić, że wszystkie seriale ogłupiają i nie warto tracić na nie czasu.

Ja oglądam dużo seriali. Oto moje  serialowe TOP 10 (kolejność przypadkowa). Niektóre są bardziej ambitne, inne mniej. Jedne zabawne, drugie trzymające w napięciu. Wszystkie wciągają 🙂 Na długie, zimowe wieczory seriale to świetna sprawa.

1.  „Czas Honoru” (bez zbędnych słów, bo pisałam o nim już tu)

2. „Plotkara” (Historia tzw. bananowej młodzieży z Manhattanu. Pokazuje zupełnie inny świat ludzi jeżdżących limuzynami, ubierających się u najlepszych projektantów, ale jedzących… pierogi. Polskie akcenty w filmie – zdarzają się nawet polskie dialogi – to dodatkowy plus. Mój ulubiony wątek to, rzecz jasna, uczucie Chucka i Blair. Postanowiłam sprawdzić, jak radzą sobie w innych produkcjach, więc jutro wpis na ten temat 🙂 )

3. „Odwróceni” (Polski serial sensacyjny inspirowany historią mafii wołomińskiej i pruszkowskiej. No i genialny Więckiewicz! Już tak dawno oglądałam ten serial, że mam ochotę do niego wrócić.)

4.  „Pretty Little Lires” (Serial taki trochę dla nastolatek, ale wciąga na maksa. To historia grupy amerykańskich nastolatek, z których jedna zostaje zamordowana, a resztę zaczynają spotykać bardzo dziwne sytuacje.)

5. „Oficer” i  „Oficerowie” (Kolejny sensacyjny polski serial. Obie serie były mocno pokręcone, a to w serialach lubię najbardziej. Dużym plusem jest Szyc świetnie grający policjanta, Kruszona, ale też cała pozostała obsada: Różdżka, Chyra, Gruszka, Małaszyński, Frycz itd.)

6. „Usta Usta” (Tego serialu, podejrzewam, nie trzeba przedstawiać. Jakoś tak się dzieje, że seriale TVN-u zdobywają sobie zawsze mnóstwo fanów, a nie wszystkie są dobre. Natomiast „Usta Usta” były rewelacyjne, przezabawne, wzruszające. Trzeba obejrzeć!)

7. „Londyńczycy” (Żałuję, że już się skończyli, bo obiło mi się o uszy, że mają być kolejne serie, a tu nic. To historie polskich emigrantów w Anglii. Mam wrażenie, że może serial trochę się spóźnił, bo kiedy rozpoczęła się emisja, dużo ludzi już powracało z Wysp. Tak czy inaczej serial ciekawy, a i obsada niezła: Żurek, Maćkowiak, Bosak, Więckiewicz, Gąsiorowska.)

8. „Tancerze” (Podobnie jak „Londyńczycy” emitowany w TVP 2. Nie zdobył sobie popularności, czemu się dziwię. Zamiast oglądać wątpliwej jakości wygibasy celebrytów w „Tańcu z Gwiazdami”, lepiej popatrzeć na profesjonalnych tancerzy. Pięknych tanecznych scen w serialu nie brakowało, do tego niezłe historie studentów i profesorów szkoły tanecznej, no i super role Mecwaldowskiego i Dorocińskiego.)

9. „Głęboka Woda” (Ten serial aktualnie emituje Dwójka, w niedziele o 21.10. W każdym odcinku twórcy pokazują poruszające historie ludzi szukających pomocy w Ośrodku Pomocy Społecznej. No i ponownie rola Dorocińskiego, jako dyrektora OPS-u – moim zdaniem powinien za nią dostać jakąś nagrodę. Gra tu wspaniale!)

10. „CSI – kryminalne zagadki Miami” (Bohaterscy policjanci łapiący złych przestępców w przepięknej scenerii Florydy. Schemat znany, ale wciąż lubiany. Zwłaszcza jeśli na własne oczy widziało się miejsca, gdzie rozgrywa się akcja serialu. Floryda to najwspanialsze miejsce, w jakim byłam, więc nic dziwnego, że lubię sobie na nią popatrzeć na ekranie. No i ci odważni policjanci… 🙂 )

 

HollyDay

Zwykły wpis

Chwilę temu wróciłam z teatru, więc teraz czas na kilka spostrzeżeń na gorąco. Widziałam „HollyDay” w Teatrze Studio. Sztuka bardzo dobra, ale nie zachwycająca. Było wiele zabawnych momentów – faktycznie śmiesznych. Kilka innych miało chyba wzruszać czy poruszać, ale mnie nie do końca ruszyły. Może dlatego, że świat wschodzących gwiazdek i celebrytów znanych z tego, że są znani jest mi całkiem obcy. Zupełnie nie umiałam więc utożsamić się z bohaterami.

Duży plus – Antek Pawlicki 🙂 Jego rola przypadła mi do gustu, bo nie jest płaska i jednowymiarowa. No i zagrał też bardzo dobrze  (no tak, wiem, co innego miałabym o nim napisać ;))  Zawsze jednak porównuję spektakle z jego udziałem do „Showtime” w Teatrze Praga. Jak na razie nic nie może się z tą sztuką (notabene tego samego reżysera) równać, „HollyDay” także nie (mimo że w obu świeci gołą pupą ;P).

Inni aktorzy w „HollyDay” też się sprawdzają – Boczarska, Błaszczyk, nawet Piotr Wawer, który działał mi na nerwy, obiektywnie patrząc zagrał bardzo dobrze. I był jeszcze ktoś, kto w cudowny sposób wzbogacił spektakl – Kamil Czarnecki, znany być może szerszej publiczności jako lowelas Bożenki z „Klanu” 🙂 (przynajmniej kiedyś, nie wiem, czy jeszcze się tam pojawia). Kamil w pewnym momencie przedstawienia wykonuje zachwycający układ choreograficzny, który zrobił na mnie przeogromne wrażenie!! Chętnie obejrzałabym jakiś dłuższy pokaz taneczny w jego wykonaniu.

A więc reasumując – spektakl polecam, zwłaszcza za całe 35 zł w promocji gruponowej 🙂 Ja mam teraz ochotę obejrzeć kultowe „Śniadanie u Tiffanny’ego”, które było inspiracją dla Siegoczyńskiego przy tworzeniu „HollyDay”.

A jeśli jesteśmy już przy Pawlickim i Boczarskiej, to miałam okazję widzieć najbliższy odcinek „Czasu Honoru” i bardzo, bardzo zachęcam do obejrzenia. Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że raczej śmieszą mnie łzy wzruszenia wylewane w trakcie filmów, tym bardziej seriali. W tym odcinku jest jednak scena, która faktycznie, realnie, prawdziwie (!) mnie wzruszyła. Serio, serio! Spojler tutaj byłby nie na miejscu, więc jedynie zachęcam do obejrzenia. Na pewno zorientujecie się, o której scenie mówię. Do tego została wspaniale zagrana!

Czas na „Czas Honoru”

Zwykły wpis

Dziś niedziela, a to oznacza, że już za kilka godzin nowy odcinek „Czasu Honoru”. Kto nie ogląda, niech żałuje. Ale nie namawiam do zasiadania przed telewizorem już dziś wieczorem, bo „Dwójka” wyświetla aktualnie już czwarty sezon serialu. Radzę więc lepiej najpierw ściągnąć z sieci pierwsze trzy sezony. Bo warto, warto, warto!!!

Akcja „Czasu Honoru” toczy się w czasie II wojny światowej i opowiada o walce polskiego Podziemia z Niemcami. Oczywiście nie brakuje wątków sensacyjnych, miłosnych, momentów wzruszeń. A przy tym reżyserzy nieustannie zapewniają naprawdę wysoki poziom – i fabuły, i gry aktorskiej, i, co chyba najważniejsze, zgodności z realiami historycznymi. Twórcy serialu zadbali o każdy szczegół, a udało im się to między innymi dzięki współpracy z osobami, które w czasie wojny walczyły i przeżyły. Wysoką wartość produkcji potwierdzają nagrody i wyróżnienia – także międzynarodowe – którymi obsypywany jest serial, świetne recenzje, a także ciągle rosnąca oglądalność. Trzeba też wspomnieć o fantastycznej muzyce skomponowanej przez Bartosza Chajdeckiego.  Ścieżka dźwiękowa ukazała się w 2010 roku na CD. Poniżej czołówka „Czasu Honoru”:

No i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o odtwórcach głównych ról (no dobra, w szczególności o jednym :)).  Grają Wesołowski, Wieczorkowski, Zakościelny i Pawlicki. Dzięki tym rolom panowie przestali mi się kojarzyć wyłącznie z „Na Wspólnej”, „Klanem” i głupimi komedyjkami, które kiedyś upodobał sobie Zakościelny. Naprawdę, ta czwórka odwala świetną robotę na planie serialu, miło się na nich patrzy.  Kobiety, które pojawiają się w „Czasie Honoru” to też akurat najlepsze młode aktorki ostatnich lat, w szczególności Gorczyca, Więdłocha i Boczarska. Bołądź i Różdżka też sobie radzą. Jak dla mnie brakuje tylko Romy Gąsiorwskiej. Zaraz, zaraz! Nie wspomniałam nic o Antku Pawlickim… Pewnie, że to nie przeoczenie 🙂 Ten Pan po prostu zasługuje na oddzielny wpis, który niebawem na blogu 🙂

zwiastun:

kilka słów od aktorów:

i kilka zdjęć z planu: