Category Archives: Wydarzenia

zębowo-psowy zawrót głowy!

Zwykły wpis

Ojjj, chce mi się tej ostatnio wspominanej majówki, jak niczego innego. Bardzo, bardzo, bardzo dużo się ostatnio dzieje! W pracy mnóstwo pracy, takiej na JUŻ co najgorsze. Ale dobrze, to akurat lubię 🙂 Tyle że zęby pousuwane, na zwolnienie trzeba było pójść. Cała jestem napuchnięta, głodna, a tu ani czego przełknąć za bardzo. Ale co tam ja! Psiaki z Fundacji Braci Mniejszych wzywają, dom domaga się sprzątania, książki i gazety, nie wspominając już o opuszczonych ostatnio ulubionych blogach, krzyczą: czytaj nas! Do tego dołóżmy fitness i masaże i zawrót głowy gotowy.

Ale najbardziej teraz absorbuje mnie kochana sunia, która u nas ostatnio pomieszkuje. Przyjechała całkiem niespodziewanie, razem z dwiema innymi, które odwieźliśmy do domów tymczasowych. Pochodzą z pseudohodowli rozbitej przez Stowarzyszenie Adopcje Buldożków, gdzie łatwego życia nie miały. Są schorowane, czeka je długie leczenie. Z naszą Lolą codziennie jeździmy do pani doktor. Ale jest bardzo dzielna! Leczenie jednak bardzo dużo kosztuje, więc jeśli ktoś miałby ochotę pomóc, to Stowarzyszenie będzie niezwykle wdzięczne KLIK.

A może ktoś w ogóle chciałby przygarnąć taką cudną sunię? To ta na zdjęciach poniżej (wyżej są Shila i Celina) My pomagamy, jak możemy, ale niedługo wyjeżdżamy, więc Lola trafi do kolejnego domu tymczasowego. Bardzo daleko, do Bydgoszczy. To kolejny stres dla niej. A naprawdę psiak na to nie zasługuje, jest kochany jak mało który, grzeczny, u weterynarza spokojny. Jak ma się takiego przyjaciela, to niczego innego nie potrzeba!

Big Love!

Zwykły wpis

Dzięki mojej znajomej, administratorce fan page’a Antka Pawlickiego, miałam wczoraj okazję uczestniczyć w przedpremierowym pokazie filmu Barbary Białowąs „Big Love”. I powiem szczerze, jestem przerażona – na szczęście nie samym filmem, a całą imprezą.

Na premierze pojawiło się mnóstwo gwiazd i gwiazdeczek. To, że ja większości nie  kojarzyłam, to nic. Najważniejsze, że fotoreporterzy wiedzieli, komu pstrykać foty. Rzucali się, jak hieny! Nie widziałam jeszcze nigdy czegoś takiego.  Największą furorę zrobiła Anna Czartoryska (nazwisko mi znane, a jakże, ale raczej nie jako nazwisko tej pani). Jak udało mi się dowiedzieć, pierwszy raz, od czasu rozstania z Adamczykiem (!) pokazała się z nowym partnerem – milionerem. No faktycznie, łaaał!! 😐 Dziś od rana można oglądać foty na większości plotkarskich porali, na przykład tu.

A przechodząc do samego filmu – jest bardzo dobry. Nie napiszę świetny, bo ja niestety od jakichś trzech miesięcy odliczałam dni do premiery i nastawiałam się na arcydzieło. Okazało się, że faktycznie warto wybrać się do kina, ale raczej nie zostanie się poruszonym do głębi serca i do szpiku kości.

Dużym plusem filmu są kreacje aktorskie Oli Hamkało i Antka Pawlickiego. Ożywili postacie wymyślone przez reżyserkę w najlepszy  możliwy sposób. Dla mnie świetne są też odważne sceny erotyczne, które ogląda się z przyjemnością, dzięki temu, że bohaterowie wyglądają po prostu pięknie (w końcu długo przygotowywali się do roli). W ogóle Ola Hamkało jest prześliczną dziewczyną.

Jeśli chodzi o minusy, to na pewno do takich zaliczam fakt, że od początku znamy zakończenie. Przez to cały film ogląda się w smutnym nastroju. oczekiwania na końcówkę. Ale zobaczcie sami, więcej nie mówię na ten temat.

Jest też kilka dość kiczowatych scen.  I postać policjanta grana przez Gonerę też pachnie kiczem. Widać to dopiero w jednej z ostatnich scen, kiedy pokazany jest jego tatuaż.

Jako że ten wpis powstaje w dużej mierze dla fanek i fanów fan page’a Antka Pawlickiego, to jeszcze słów kilka o nim. Jeśli chodzi o film, to mnóstwo go tam, wygląda wspaniale 🙂 Idźcie, zobaczcie koniecznie! Na premierze nie miałyśmy niestety z Karolą możliwości pogadania z nim, choć Karola była już bliska.  Niestety ciągle ktoś ją ubiegał, każdy chciał pogratulować młodemu, zdolnemu artyście, uścisnąć dłoń, zadać kilka pytań 🙂 Antek jednak Karolę w tłumie dostrzegł, więc wie, że godnie reprezentowałyśmy nasz fan page!

Więc do kin Kochani!! Premiera już pojutrze!

Sylwestrowa Sałatka Ryżowa

Zwykły wpis
Sylwestrowa Sałatka Ryżowa

Jakoś ostatnio rzadko tu bywam. Ale cóż poradzę, nawał różnych zajęć – bo nie powiem obowiązków. Obowiązki źle się kojarzą, ja całkiem miło sobie spędzam czas. Dziś jedna z moich fejsbukowych znajomych napisała „Cieszę się, że muszę wstawać o 6 rano, i że nigdy się nie wysypiam. To znaczy, że w moim życiu dużo się dzieje.” Podpisuję się pod tym czterema kończynami.

Jutro pewnie się tu nie zjawię, więc życzę wszystkim wspaniałej zabawy sylwestrowej! Moja pewnie taka będzie. Kreacja już gotowa, przed chwilą skończyłam przygotowywać mój przydział jedzeniowy – sałatkę z ryżu. Podaję Wam przepis, bo jest bardzo prosta, może nie za bardzo wyględna, ale pyszna i pożywna. Może komuś się przyda jeszcze na jutrzejszy wieczór.

Składniki:

torebka ryżu

4 korniszony

1 duża cebula

pieczarki (nie wiem ile, kupuję na oko – ale lubię sporo)

majonez

sól i duuużo pieprzu

Ryż gotujemy (byle nie przegotować, żeby nie zrobić z sałatki papki), studzimy dodajemy pokrojone w kostkę korniszony, cebulę i podsmażone na maśle pieczarki. Wszystko mieszamy z majonezem i sporą ilością pieprzu. Sól może okazać się zbędna, jeśli posoliliśmy ryż przy gotowaniu, więc trzeba najpierw spróbować.

Sałatka nie jest zbyt piękna, bo jest dość blada. W oryginalnym przepisie była jeszcze posiekana natka pietruszki, która nadaje nie tylko charakterystycznego smaku, ale i żywszego koloru. Tak więc jeśli ktoś lubi – proszę bardzo, można dodać pełną witaminki C pietruszkę 🙂

Znalazłam za to piękny sposób podania podobnej sałatki:

Tak więc raz jeszcze udanej jutrzejszej nocy (bawcie się na całego, bo nie
wiadomo, czy po północy świat się nie skończy, w końcu to słynny 2012 🙂 )

Wesołych Świąt

Zwykły wpis

No to mamy kolejną Wigilię… Wiadomo, tradycyjny polski dom, więc przygotowaniom nie ma końca. A więc chciałabym tylko złożyć Wam szybciutkie, ale równie szczere, najpiękniejsze życzenia na te Święta: przede wszystkim spokoju i wytchnienia od codziennych spraw. No i żebyście nie pękli z przejedzenia 🙂

  A tak wygląda świąteczna wersja domu moich rodziców. Przepraszam za niewyraźne zdjęcia, ale były robione telefonem – oczywiście nie zabrałam na Święta aparatu 😐

Pedro, Cybulski i… Hanka

Zwykły wpis

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem zawisłaby tu dziś recenzja kulinarna. Ale jak wiadomo nie zawsze wszystko dzieje się zgodnie z planem, więc będzie recenzja filmowa. A raczej „recenzyjka”.

Mieliśmy uczcić wczoraj w knajpce o zręcznej nazwie Babalu, magisterski tytuł uzyskany przez Pana T. Skończyło się jednak na kebabie z Placu Wilsona i Almodovarze w Kinie Wisła. Przy okazji, jeśli ktoś nie wie, to informuję wszem i wobec, że do kina warto chodzić tylko do Wisły właśnie i to zwłaszcza w poniedziałki. Podwójny bilet – dla par – kosztuje wtedy 20 zł, czyli po dyszce na łepetynę. Dla porównania – bo akurat znajomi byli w weekend – dwa bilety, w tym jeden ulgowy, w jednym z wielkich multipleksów, to koszt 49 zł. Tego, kto zna cyferki, nie trzeba chyba przekonywać.

A wracając do Almodovara, nie będzie niczym zaskakującym, jeśli napiszę, że to wariat. Do tego geniusz, a to połączenie zawsze przynosi wyśmienite efekty artystyczne. „Skóra, w której żyję” to bardzo oryginalne i ekstremalne potraktowanie tematu syndromu sztokholmskiego. O treści, aby uniknąć spojlerów, mogę niestety napisać niewiele. W kilku więc słowach: genialny chirurg (i genialny w tej roli Banderas) prowadzi eksperymenty z przeszczepem skóry (i nie tylko) na więzionej w swej okazałej posiadłości kobiecie. Poznajemy stopniowo jego tragiczną historię, która przyczyniła się do niezrównoważenia psychicznego mężczyzny. Mogę śmiało powiedzieć – historia ta poraża. I o treści to by było na tyle 🙂

Nie napiszę też nic o motywach charakterystycznych dla reżysera, nawiązaniach gatunkowych i tego typu sprawach – bo zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. Dodam jedynie, że już sam wątek przetrzymywania przez kilka lat osoby, która w końcu zakochuje się w swoim oprawcy, wydaje się pomysłem na interesującą fabułę. Ale byłaby z tego chyba po prostu nieco lepsza wersja „Piły mechanicznej”, czy czegoś w tym rodzaju. Nie zapominajmy jednak, że to genialny Pedro Almodovar i na tym nie mogłoby się skończyć. Jet w filmie wątek znacznie bardziej zaskakujący, zatrważający i szokujący. Naprawdę warto zobaczyć.

Ale, ale! Pozostańmy jeszcze na chwilę w klimatach filmowych. Wczorajszy wieczór obfitował także w polskie emocje z kręgu kinematografii. Po pierwsze odbyła się gala, na której wręczono tegoroczną Nagrodę imienia Zbyszka Cybulskiego. Przyznam, że obstawiałam inny wynik. Nagrodę dostała Magdalena Popławska, a ja raczej myślałam o Czerwińskiej – co nie znaczy, że jej szczególnie kibicowałam. Nie miałam tym razem swojego faworyta, bardziej obstawiałam, kogo wybierze jury. Zupełnie nie zaskoczyła mnie natomiast nagroda publiczności dla Jakuba Gierszała.

Kilka słów na ten temat od Barbary Hollender: tutaj

No i po drugie! Tego nikomu nie trzeba przypominać! Zginęła Hanka!!! Cała polska sieć huczy do dziś 🙂 Pojawiają się mniej lub bardziej śmieszne i mniej lub bardziej makabryczne zdjęcia, filmiki, grupy na facebooku. To mógłby być ciekawy temat na rozprawę socjologiczną, „Fenomen śmierci Hanki Mostowiak”. I nie żartuję tu, ani nawet nie ironizuję za bardzo. AGB Nielsen Media Research podało, że wczorajszy odcinek obejrzało 8,3 miliona osób. To naprawdę zadziwiające, że śmierć nieistniejącej osoby, może wywołać takie poruszenie.

No, to kończę, bo zaraz kolejny odcinek „M jak miłość” 😉

Dziś refleksyjnie

Zwykły wpis

Lubię Święto Wszystkich Świętych. I cieszę się bardzo, że mamy w Polsce wciąż żywą tradycję odwiedzania tego dnia grobów. Zapach zniczy, świetliste łuny nad nekropoliami – bardzo nastrojowy klimat. Zwłaszcza wieczorem, spacerując po cmentarnych alejach, jest czas na chwilkę zadumy. Tym bardziej, że nie ma już wtedy tłumów – choć i te jakoś szczególnie mi nie przeszkadzają. Zdecydowanie wolę cmentarne pielgrzymki niż pielgrzymki supermarketowe przed Świętami Bożego Narodzenia, które to zbliżają się nieuchronnie wielkimi krokami na swych wielkich koślawych łapach. Tak, nie lubię Bożego Narodzenia. Za dużo mnie wtedy rozprasza. Ale nie o tym – na krytykę grudniowych Świąt przyjdzie jeszcze czas 🙂

Wybraliśmy się dziś z panem T. na spacer na Powązki. Byliśmy i na starym Cmentarzu Powązkowskim, i na Cmentarzu Wojskowym. To właśnie była chwila, krótka bo krótka, ale idealna na kilka przemyśleń. Zatrzymaliśmy się przy kilku grobach wielkich Polaków, żeby choć poprzez króciutką modlitwę wyrazić szacunek i podziękowanie za ich życie. Napotkaliśmy Hankę Bielicką, Tadeusza Nalepę,  Żukrowskiego, Kotana. Zapaliliśmy znicz pod pomnikami ofiar zbrodni wojennych. Taki dzień jest bardzo potrzebny i mam nadzieję, że tradycja przetrwa jeszcze dłuuuugo, długo. I nie żałuję nawet tych 5 zł (!) wydanych na paskudne obwarzanki – też tradycyjne 🙂

Odpowiednia nuta na dziś. TSA „51”

Antek – sto lat! :)

Zwykły wpis

Dawno już powinien pojawić się tu wpis o świetnym polskim aktorze – Antku Pawlickim. Dziś jest ku temu dobra okazja, bo Antoni świętuje urodziny!

Znajomi śmieją się ze mnie, że tak strasznie fascynuje mnie jakiś aktor, a ja mogłabym patrzeć jak gra godzinami 🙂 W filmach, a jeszcze lepiej w teatrze.

Skończył Akademię Teatralną, jest zdolny, przystojny. Gra wyłącznie w dobrych produkcjach (no może z jednym wyjątkiem, ale co tam 😉 Jak dla mnie za mało grywa w teatrze. Widziałam go w trzech sztukach i mam nadzieję, że nieraz jeszcze będę miała okazję. Trochę więcej pojawia się w teatrach telewizji. Występuje też w świetnym serialu wojennym „Czas Honoru”, o którym pisałam tutaj. Jak na swój wiek – 28 lat – zdobył sporo nagród i wyróżnień. Najwięcej i najbardziej prestiżowe, także międzynarodowe, otrzymał za film „Z odzysku” Fabickiego, w którym zagrał będąc jeszcze na trzecim roku studiów. To także jedna z dwóch moich ulubionych produkcji z jego udziałem. Więcej o filmie tutaj. Naprawdę polecam, bo niewiele osób zna ten film, a jest tego wart.

Drugi z filmów, które najbardziej lubię i cenię, to „Jutro idziemy do kina”. Dość mocno przypomina serial „Czas Honoru”, nawet obsada bardzo podobna. Więcej tutaj.

Baaardzo warto zobaczyć też sztukę „Showtime” w Teatrze Praga. Jeśli spektakle zostaną wznowione, to chyba wybiorę się na nią po raz kolejny. I wcale nie dlatego, że Antek występuje tam „w stroju Adama”, ale dlatego, że jest prześmieszna, a jednocześnie dająca do myślenia 🙂

Równie ważne, jak osiągnięcia artystyczne Pawlickiego, jest jego podejście do swojej pracy. Nie gwiazdorzy, nie biega od imprezy do imprezy, nie bywa na salonach, bo, jak sam mówi, nie lubi tego i nie rozumie. Traktuje aktorstwo profesjonalnie, wybiera tylko to, co naprawdę go interesuje, a nie co zapewnia dużą kasę. Miejmy nadzieję, że tak już zostanie i tego, z okazji dzisiejszych urodzin, mu życzę 🙂

 

A to moje ulubione jego zdjęcie: