Category Archives: Smakuję

Gra w pomidora

Zwykły wpis

Pamiętam z dzieciństwa grę w pomidora. Kto ją wymyślił i czemu odpowiedź na każde pytanie brzmiała pomidor, nie mam pojęcia. Tym razem zagrałam w pomidora na nieco innych zasadach. Efektem gry jest domowy przecier pomidorowy i kuczup. Pyszności!

Przez całe lato pomagałam też rodzicom pozamykać kawałki lata w słoikach. I udało się. Mamy najróżniejsze ogórki, dżemy, przeciery. Zamroziłam też trochę owoców i musów z nich. Ale coś czuję, że w przyszłym roku produkcja ruszy u mnie na dużo większą skalę. Potrzebuję tylko miejsca do trzymania tych pyszności. Chyba trzeba będzie zrobić generalne porządki w piwnicy 🙂

A teraz przepis na keczup. Polecam, bo pyszny!

Składniki:

  • 5 kg pomidorów
  • 1 kg jabłek
  • 1 kg różnych warzyw (marchew, pietruszka, seler)
  • 1/2 kg cebuli
  • 1/2 kg czerwonej papryki
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 szklanka octu
  • 20 g pieprzu
  • 4 liście laurowe
  • 3 łyżki soli
  • sok z połowy cytryny
  • 6 łyżek musztardy

Pomidory obrać i pokroić w mniejsze kawałki. Zblendować je w bardzo dużym garze. Inne warzywa obrać, pokroić w kawałki i ugotować do miękkości najtwardszych. Odlać wodę, zblendować.  Połączyć z pomidorami i dodać pozostałe składniki. Dobrze wymieszać, gotować na wolnym ogniu przez kilka godzin aż konsystencja stanie się „keczupowa”. Wyjąć liście laurowe. Nakładać gorący do słoików, porządnie zakręcić i postawić do góry nogami. Taki keczup wytrzyma około miesiąca/dwóch. Jeśli chcemy go trzymać całą zimę, to należy zagotować słoiki we wrzątku przez około 20 minut.

Reklamy

Grasz w zielone?

Zwykły wpis

Trzeci dzień w domu, a więc musi powstać trzeci wpis. Dziś już nie w łóżku, trochę się poszwendałam po domu. A wczoraj z nudów zrobiłam obiad wg przepisu, który sama wymyśliłam i okazało się, że jest idealny. Na stałe zagości więc w moim menu, a może i w Waszym? Zagrajmy w zielone!

Przedstawiam makaron w sosie brokułowym.

Składniki:

  • makaron Ja użyłam zielonego, szpinakowego tagiatelle, żeby było do koloru. Ze względów estetycznych wcale nie wiem, czy to dobry pomysł, bo sos na nim niknie. Może lepszy byłby czerwony, pomidorowy? Następnym razem.
  • 1 średni brokuł
  • 1 duża cebula
  • pierś z kurczaka Pojedyncza lub podwójna, w zależności od naszego zapotrzebowania na mięcho. Równie dobrze może nie być jej wcale, wtedy mamy makaron w wersji vege.
  • jogurt naturalny
  • garść płatków migdałowych
  • kostka sera feta
  • sól, cukier, pieprz, inne ulubione przyprawy
  • olej lub oliwa, łyżeczka masła

Sposób przygotowania:

W osolonej wodzie gotujemy podzielony na różyczki brokuł. Gotujemy go koło 15 minut (lub nawet więcej – sprawdźmy widelcem), aby był miękki, prawie rozpadający. Odcedzamy.

W międzyczasie na dużej patelni rozgrzewamy trochę oleju/oliwy i podsmażamy na nim cebulę pokrojoną w grubszą kostkę.

Po chwili dodajemy pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka (ja już wcześniej posypałam ją ulubionymi przyprawami – pieprzem i ziołami prowansalskimi).

Kiedy pierś nie będzie już surowa dodajemy brokuł. Całość smażymy razem ok. 7 minut. W tym czasie brokuł powinien się jeszcze bardziej rozpaść – jak nie chcę to trochę mu pomóżmy łyżką 🙂

W tym czasie na małej patelni roztapiamy łyżeczkę masła, na której następnie prażymy płatki migdałowe.

Następnie dodajemy do dużej patelni jogurt naturalny i więcej przypraw: sól, pieprz, łyżeczkę cukru oraz co jeszcze chcemy (ja dodałam jeszcze trochę ziół prowansalskich i paprykę ostrą i słodką). Całość podsmażamy jeszcze chwilę na wolnym ogniu.

W tym czasie możemy pokroić fetę w kostkę.

Kiedy wszystko jest już gotowe, na porcje makaronu nakładamy sos, posypujemy płatkami migdałowymi, a następnie fetą.

I już!

Choć danie tego nie wymaga, ja akurat miałam w lodówce warzywka, więc podałam je z surówką z sałaty lodowej, papryki i pomidorków koktajlowychprosto z działki moich rodziców! Mniam!

:) / :(

Zwykły wpis

Nieszczęścia chodzą parami? Podobno…

Jak dla mnie raczej stadami!

Moje ostatnie życiowe kiepskości zostały ostatecznie przypieczętowane przez jakiś wielki, paskudny wirus, który zarządził w moim organizmie ostrą grypę.

I tak leżę w łóżku, popijam wodę z miodem i cytryną na zmianę z fervexem, dycham jak potłuczona i … staram się myśleć pozytywnie… W końcu, choćby nie wiem z jaką siłą wszystko waliło się na głowę, zawsze można znaleźć w życiu jakieś małe radości. I ja się ich doszukałam i na wzór jednej z moich ulubionych blogerek stworzyłam taką oto listę:

1. Ostatki lata na zewnątrz – choć na razie mogę je oglądać wyłącznie zza szyby, ale może jeszcze w weekend uda mi się ich doświadczyć na powietrzu.

2. Powrót „Czasu Honoru” – mojego ukochanego serialu, którego oglądanie celebruję tym bardziej, że to już ostatnia seria.

3. Kilka nowych książek zamówionych przez internet – na długie jesienne wieczory będą jak znalazł. Czekam na nie z niecierpliwością.

4. Zamykanie lata w słoikach – własnoręcznie albo wspólnoręcznie –  z Rodzicami. Ale to zasługuje na osobny post.

5. Spółdzielnia sałatkowa – którą wcielamy w życie z koleżankami z pracy. Każdego dnia inna z nas robi sałatkę dla wszystkich, a przepis wrzuca do specjalnego folderu w komputerze. Dzięki temu gotujemy mniej niż raz w tygodniu (wprawdzie uginamy się pod ciężarami naszych specjałów, bo przygotować trzeba porcję jak dla wojska), a jemy różnorodnie przez cały tydzień. I już chyba nigdy nie zabraknie nam pomysłu na sałatkę 🙂

Więcej z siebie na razie nie wykrzesam, ale i tak humor już nieco lepszy…

Wekkend idealny!

Zwykły wpis

Dawno mnie coś tu nie było. Brak czasu/lenistwo? Niepotrzebne skreślić…

Ale teraz płynie sobie cudny, słoneczny weekend. Jest tak dobry, że nawet mam czas co nieco napisać. Pan T. jeździ sobie na motocyklu, a ja urządzam domowe spa, przeglądam zdjęcia z ostatnich imprez, odpisuję na zaległe maile – jednym słowem odpoczywam 🙂 I już cieszę się na myśl o dzisiejszym zlocie buldożków francuskich i spotkaniu z przyjaciółmi!

Ale ale – zaczęło się już w piątek: spontanicznym, babskim wyjściem do teatru (o tym być może w osobnym poście).

Po piątkowym katharsis przyszedł czas na sobotnie obowiązki. Sprzątanie i zakupy też, wbrew temu, co zwykle myśli się o takich atrakcjach, były całkiem przyjemne. Nasz balkon zaczął przynajmniej jakoś wyglądać! No i założyliśmy nową pościel, która nastraja nas tak optymistycznie, że wczoraj wręcz ścigaliśmy się do łóżka 🙂

Gotowaniem się nie przemęczaliśmy, powstały tylko na szybko pulpety na dwa dni i karmelowe wafle – żeby nie tracić czasu.

Było jeszcze czytanie „Pana Tadeusza” w Parku Saskim (mgr filologii polskiej przed nazwiskiem zobowiązuje 😀 ) i impreza poślubna znajomych (Sto lat raz jeszcze!).

więcej: TUTAJ

Idę zmyć maseczkę i cieszyć się ostatkami weekendu 😛

Dyniowato się zrobiło

Zwykły wpis

Aktualny sezon na dyniowate zawitał także do nas do domu. Zaczęło się od popularnego leczo z bakłażana, poprzez placki z tartej cukinii według przepisu mojej koleżanki, aż do makaronu z boczkiem i cukinią.

Nie zastanawiałam się wcześniej, czy cukinia jest jakoś szczególnie zdrowa. Niestety, ale wujek Google mnie rozczarował, bo bomba witaminowa z niej żadna. Za to jest bardzo niskokaloryczna: w 100 gramach ma zaledwie 15 kalorii.

Leczo z bakłażana (albo cukinii) każdy zna. Poniżej przepisy na placki i makaron.

PLACKI Z TARTEJ CUKINII

Składniki:

1 cukinia duża/dwie małe

2 jajka

3 łyżki mąki

dowolne zioła

sól, pieprz

Przepis:  Cukinię dokładnie umyć i zetrzeć na grubej tarce, ŁĄCZNIE ze skórą. Dodać resztę składników. Smażyć na rozgrzanym oleju kilka minut z każdej strony. Podawać z ulubionym sosem zrobionym własnoręcznie lub gotowym (ja akurat przyrządzałam placki na szybko, więc wyciągnęłam gotowy sos tysiąca wysp).

MAKARON Z BOCZKIEM I CUKINIĄ

Składniki:

1 cukinia duża/dwie małe

ok. 20 dag boczki

ok. 20 dag pieczarek

2 łyżki masła

sól, pieprz

makaron (najlepszy byłby tagiatelle, ja użyłam razowe penne)

parmezan lub inny tarty ser

Sos: 2 żółtka, śmietana 30%, łyżka masła, sól, pieprz

Przepis:  Boczek pokrojony w kostkę smażymy na patelni, a pokrojone pieczarki – w garnku na odrobinie masła, tak by odparowała cała woda.

Kiedy tłuszcz z boczku się wysmaży, dodajemy startą ze skórą cukinię.

Już teraz możemy zacząć gotować makaron.

Gdy cukinia zmięknie, dodajemy pieczarki, pieprz i sól do smaku.

Łączymy wszystkie składniki sosu.

Makaron odcedzamy i wrzucamy z powrotem do garnka, dodajemy składniki z patelni i sos. Dokładnie mieszamy.

Na talerzu posypujemy makaron serem.

Canelloni ze szpinakiem

Zwykły wpis

Pozostając w temacie kolorowych dań wegetariańskich, dzisiaj pomysł na zielonoczerwone canelloni, które na moim stole pojawiło się w minionym tygodniu.

Składniki

  • cannelloni (ok. 14 rurek powinno wystarczyć)
  • 1 duża cebula
  • opakowanie szpinaku (oczywiście może być świeży, jeszcze lepiej)
  •  pomidory w puszce
  • 1 duży lub dwa małe pomidory świeże
  • kubeczek śmietany
  • kubeczek jogurtu
  • opakowanie mozarelli (albo dwa, zależy, jak bardzo lubimy ser 🙂 )
  • bazylia, oregano, zioła prowansalskie, pieprz, sól, chilli

Przepis

Cebulę pokrojoną w kostkę podsmażamy na patelni na oleju. W międzyczasie w osobnym garnku roztapiamy szpinak, a następnie przekładamy go do cebuli. Smażymy razem około 5 minut, dodajemy przyprawy.

W tym czasie przygotowujemy w miseczce sos z pomidorów w puszce, pokrojonych w niewielką kostkę świeżych pomidorów, jogurtu i śmietany oraz tych samych przypraw.

Zdejmujemy szpinak z palnika i dodajemy pokrojone w kostkę pół kulki mozarelli. Delikatnie mieszamy i nakładamy ostrożnie do rurek makaronu, które układamy w naczyniu żaroodpornym.

Zalewamy sosem i na wierzchu układamy pozostałą część mozarelli pokrojoną w plastry.

Całość zapiekamy ok. 20-25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.

Różowy obiad

Zwykły wpis

Najbardziej lubię jak przygotowywane przeze mnie jedzonko ma ciekawe kolory 🙂 Zapodział mi się gdzieś przepis na jedno z takich dań, z którego korzystałam już dość dawno, a którym chciałam się z Wami podzielić. Dziś go odnalazłam, oto więc jest 🙂  Autorstwa nie wiem czyjego, ja dostałam go od mamy Pana T. i oczywiście po swojemu zmodyfikowałam.

A wiec do dzieła

Penne z łososiem i oliwkami raz!

Składniki

– makaron razowy, może być penne

– 1 duża cebula

– spory płat surowego łososia (ja miałam jeszcze kilka plasterków wędzonego i też dodałam)

– duża garść oliwek

-pół kubka śmietany 12%

– pół kubka jogurtu naturalnego

– przyprawa włoska, pieprz

– inne ulubione przyprawy

Przygotowanie

Na patelni smażymy pokrojoną w kostkę cebulę. Kiedy się zeszkli dodajemy pokrojonego w niewielkie kawałki łososia. Smażymy około 5 minut. Następnie dodajemy oliwki, smażymy jeszcze chwilę i dodajemy śmietanę i jogurt oraz sporo przyprawy włoskiej i pieprzu. Ja tradycyjnie dodałam jeszcze zioła prowansalskie i paprykę słodką i ostrą. Do tego makaron i gotowe.

Najbardziej podoba mi się ładny pasteloworóżowy kolor tego dania, choć niestety zdjęcia nie za bardzo go oddają 🙂

Podałam go z krwistoczerwonym dodatkiem postaci posiekanych drobno pomidorów z bazylią i oliwą z oliwek.