Category Archives: Oglądam (na deskach teatru)

Szalony spektakl

Zwykły wpis

Drugi dzień w domu i dostaję coraz większego świra. Nie wiem, jak można tak siedzieć i nic nie robić, no niech mi ktoś powie! Oczywiście, sporo by się znalazło do zrobienia i w samym domu, ale jak, kiedy sił brak? Do nosa to wszystko!

Z przyczyn więc ode mnie niezależnych, a spowodowanych przez paskudny wirus, powstaje kolejny wpis. Jako że jutro wybieram się do teatru * tym razem, dzięki uprzejmości koleżanki, a raczej koleżanki koleżanki do pana Ż. na 6 piętro i jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa wrażeń – na pewno się nimi podzielę * mam nadzieję, że do jutra pozbędę się prychania i kichania, które nie odstępują mnie ani na krok… a więc w związku z jutrzejszym wyjściem do teatru przypomniało mi się, że nie napisałam nic o poprzednim spektaklu, na którym byłam już jakiś miesiąc temu. A poświęcić mu słów kilka naprawdę warto.

Tak się jakoś złożyło, a nie dzieje się to zbyt często, że postanowiłyśmy z koleżankami z pracy spontanicznie w piątkowy wieczór wybrać się do teatru. Nie przebierałyśmy więc w spektaklach i wzięłyśmy to, co akurat wystawiają w Kwadracie. A że grali „Szalone nożyczki” to wybór okazał się strzałem w dziesiątkę!

Sztuka ta jest najdłużej nieprzerwanie graną na scenach amerykańskich, a i w Polsce świeżynką nie jest. Wystawiana jest w wielu miastach, więc pewnie wiele osób wie, że to spektakl niezwykły, bo o jego przebiegu decyduje widownia. Aktorzy proszą widzów, by zabawili się w policjantów i sami zdecydowali, kto popełnił zbrodnię. Zaangażowanie widza w spektakl jest więc maksymalne. Powstaje prawdziwie szalone przedstawienie.

Ale nie tylko to stanowi o sukcesie „Szalonych nożyczek”. Druga ważna zaleta to nawiązania do współczesnej sytuacji politycznej/kulturowej/społecznej. I to na maksa aktualnej, jak na przykład wspomnienie o Pussy Riot (a spektakl odbył się dokładnie w tygodniu, w którym zrobiło się o nich głośno).

Poza tym gra aktorska jest bardzo naturalna, dialogi prowadzone z widzami przekomiczne, no i zawsze wywołujące uśmiech karykatury ludzkich typów: geja, fryzjerki, warszawskiego cwaniaczka, damy z „wyższych sfer”.  To musiało się udać. Dlatego jeśli ktoś ma ochotę wesoło spędzić czas, to „Szalone nożyczki” znów na deskach Kwadratu w przyszłym tygodniu.

Ciocia dobra rada: polecam zdecydowanie kupić wejściówki, które są o połowę tańsze, a i tak prawdopodobnie znajdzie się miejsce na fotelu. Jeśli nawet nie, to schody mają tam bardzo wygodne, z miękką wykładziną, można oprzeć się o ścianę i rozprostować nogi (co ciężko uczynić siedząc na wąskich fotelach). Tylko po zakup wejściówki trzeba się ustawić w kolejce przynajmniej 40 minut przed spektaklem.

zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Kwadrat

Wekkend idealny!

Zwykły wpis

Dawno mnie coś tu nie było. Brak czasu/lenistwo? Niepotrzebne skreślić…

Ale teraz płynie sobie cudny, słoneczny weekend. Jest tak dobry, że nawet mam czas co nieco napisać. Pan T. jeździ sobie na motocyklu, a ja urządzam domowe spa, przeglądam zdjęcia z ostatnich imprez, odpisuję na zaległe maile – jednym słowem odpoczywam 🙂 I już cieszę się na myśl o dzisiejszym zlocie buldożków francuskich i spotkaniu z przyjaciółmi!

Ale ale – zaczęło się już w piątek: spontanicznym, babskim wyjściem do teatru (o tym być może w osobnym poście).

Po piątkowym katharsis przyszedł czas na sobotnie obowiązki. Sprzątanie i zakupy też, wbrew temu, co zwykle myśli się o takich atrakcjach, były całkiem przyjemne. Nasz balkon zaczął przynajmniej jakoś wyglądać! No i założyliśmy nową pościel, która nastraja nas tak optymistycznie, że wczoraj wręcz ścigaliśmy się do łóżka 🙂

Gotowaniem się nie przemęczaliśmy, powstały tylko na szybko pulpety na dwa dni i karmelowe wafle – żeby nie tracić czasu.

Było jeszcze czytanie „Pana Tadeusza” w Parku Saskim (mgr filologii polskiej przed nazwiskiem zobowiązuje 😀 ) i impreza poślubna znajomych (Sto lat raz jeszcze!).

więcej: TUTAJ

Idę zmyć maseczkę i cieszyć się ostatkami weekendu 😛

Madame po raz drugi

Zwykły wpis

Pisałam gdzieś TU, na samym początku bloga,  że straszliwie, przestraszliwie lubię książkę „Madame” Libery. A teraz lubię jeszcze adaptacje teatralną Krofty. Bardzo się bałam, czy sprosta, bo to sztuka nie lada z takiej powieści zrobić dobrą sztukę.

Ale udało się i niezależnie, czy w wydaniu książkowym, czy teatralnym, ciągle tak to się jakoś dzieje, że każdemu pokoleniu wydaje się, że „wielkie czasy” już minęły i nas ominęły. Choć Libera mówi, że to błędne koło, to jednak małe poczucie, że „dziś to nie to samo, co 20 lat temu”, pozostaje…

Przepis na spektakl idealny

Zwykły wpis

Szymon Bobrowski – uwielbiam

Olga Bołądź – bardzo lubię

Magda Boczarska – bardzo lubię

Wierzbięta (tak, ten od Shreka) maczający swoje pióro w przygotowaniu tekstów – uwielbiam

Kosiński w roli kobiecej

Plus do tego teatr Buffo

To musiało się skończyć dobrze!

Sztuka „Boeing, Boeing” jest świetna! Śmieszna, przyjemna, taki relaks to ja lubię!

Jeśli ktoś ma ochotę, to trzeba się spieszyć, bo doszły mnie słuchy, że niedługo zdejmują go ze sceny.

Cycki se usmaż

Zwykły wpis

Pierwsze skojarzenie z Kasią Figurą? Najczęściej „Cycki… se usmaż”. Takie fakty, mimo że od dawna pani Kasia próbuje zerwać z postrzeganiem jej przez pryzmat biustu 😉 To jednak nie takie łatwe. Dlatego Figura w sztuce „Matka i dziecko” granej w Teatrze na Woli nie przekonuje mnie. To poważna, poruszająca najgłębsze ludzkie uczucia sztuka, a obsadzenie Katarzyny Figury w głównej roli sprawia, że oglądając, ciągle czeka się na jakiś zabawny zwrot akcji.

Wiem, że Figura ma na koncie wiele ambitnych ról, ale dla mnie na zawsze będzie głównie żoną Siary, w której notabene była fantastyczna. Chętnie bym jej powiedziała – cycki se usmaż, zamiast brać się za tak poważne role!

kolejny weekendzik idzie !

Zwykły wpis

Weekend zbliża się wielkimi kroczyskami i trzeba go jakoś sensownie zaplanować. Ja już swoje plany mam. Najbardziej nie mogę doczekać się soboty, którą spędzę w saunach i na masażach w spa! Jeśli Wy jeszcze nie macie planów, to mam kilka propozycji:

Po pierwsze, jeśli jeszcze nie widzieliście naszego kandydata do Oscara, to musicie się wybrać. No nie ma innego wyjścia i już. Że to świetny, a zarazem przerażający film, to nie ma co gadać. Trzeba po prostu zobaczyć, bo słowa nie na za wiele się tu zdadzą. Ale druga kwestia: nie co roku zdarza się, że polski film dostaje nominację. To kolejny powód, dla którego „W ciemności” powinni zobaczyć wszyscy. Także, kto jeszcze nie miał okazji – marsz do kin!

w ciemnosci plakat

(Czy Wam też wydaje się, że ten plakat jest tragiczny?!?  Wygląda jak ujęcie z jakiejś kreskówki, albo co… Za dużo fotoszopka :|)

Moja propozycja nr 2 też ma wiele wspólnego z ciemnością. Dowiedziałam się w tym tygodniu od koleżanki, że do Polski zawitała Niewidzialna Wystawa, której się nie ogląda, tylko się ją czuje! Po ekspozycji oprowadzają niewidomi, którzy wprowadzają zwiedzających w całkowitą ciemność. Zmusza to do wytężania pozostałych zmysłów. Podobno niesamowite przeżycie. Ja wybieram się w niedzielę. Szczegóły tutaj.

I ostatnia propozycja – teatr, dobry na wszystko! Myślałam, że zachęcę Was do wybrania się na sztukę „Kiedy Harry poznał Sally” do teatru „Kwadrat”, ale okazało się, że jednak jej nie grają w ten weekend. Tak czy inaczej, jeśli będziecie mieli okazję, to bardzo polecam. Ja szłam z dość sceptycznym nastawieniem. Naczytałam się wcześniej o przeraźliwej grze Marty „Drewno-Trzbiatowskiej”, która psuje całą sztukę, a ratuje ją tylko odrobinę Małaszyński. I po stokroć się z tym nie zgadzam – oboje radzą sobie świetnie. Dawno się tak nie uśmiałam. Temat relacji damsko-męskich jest zawsze na czasie i zawsze można z niego zrobić dobrą komedię. Polecam pójść na wejściówki, które kosztują 30 zł (bilety chyba od 80 zł), bo schody teatru są bardzo wygodne – przynajmniej nogi można rozprostować.

Ale to rada na przyszłość, a w ten weekend sami wybierzcie coś dla siebie. Polecam moją ulubioną stronę do wyszukiwania spektakli: KLIK Jest tu wszystko!

No i cóż, miłego weekendu Kochani!

Inny świat

Zwykły wpis

Jutro podobno niedziela handlowa, więc jeśli trzymać się tej dawnej nomenklatury, to dziś dla mnie wypada sobota pracująca. I to jak pracująca!! Od 6.30 rano!  Fakt, że dzięki temu zyskałam wolny piątek przed Wigilią, ale co przeżyłam w drodze do pracy, to przeżyłam. Pech chciał, że akurat wczoraj zepsuło nam się au(di)tko 😦 Musiałam więc w środku nocy – no, o 5.30, ale ciemno i głucho było, jak nocą – a więc musiałam gnać do pracy autobusami. Byłam zbyt zaspana, żeby czytać, więc podglądałam innych pasażerów. Przypomniała mi się wtedy rozmowa z moją Urszulą, która często jeździ do pracy o 7 rano, dzięki czemu zaobserwowała kolosalną różnicę między ludźmi podróżującymi właśnie przed 7, a tymi przed 9. Dziś dowiedziałam się, o czym mówi. Na co dzień  w autobusach jadących w moim kierunku, o mojej porze, przeważają krawaciarze z teczkami, jadący do okolicznych biurowców. Rozmawiają przez telefony lub mają na uszach słuchawki. Często czytają książki lub gazety. Niekiedy prowadzą interesujące, śmieszne rozmówki, którym lubię się przysłuchiwać. Nie powiem, zdarzy się czasem niedomyty pijaczek, ale to raczej sporadyczne przypadki. Generalnie widać, że to mniej więcej zadowoleni z życia ludzie. Na 7 natomiast jadą pracownicy fizyczni. Zmęczeni pracą i życiem w ogóle. To widać. Troszkę byłam sceptyczna, gdy mówiła o tym Ula. Dziś zobaczyłam to samo. Nie licząc grupek chłopaków z piwem w łapie, wracających do domu po piątkowej imprezie, od większości ludzi biły smutek, zmęczenie i znudzenie. Można zwalić to na wczesną porę, ok. Ja też nie miałam mocno zadowolonej miny. Ale mówcie, co chcecie – to widać. Możecie teraz powiedzieć, że dzielę ludzi na klasy, czy nawet dyskryminuję, ale nieprawda. Ja stwierdzam fakt. I przykro mi  z tego powodu, i współczuję tym ludziom, i mam jednocześnie nadzieję, że nigdy nie będę zmuszona wkroczyć w ich świat, inny i dziwny świat.

Co do mojej pracy, to jestem zadowolona 🙂 Ale chyba najbardziej cieszy mnie zawsze myśl o powrocie do domu, gdzie KTOŚ czeka. Bez tego byłoby smutnawo, choć jak wychodzę rano a ten ktoś smacznie przekręca się na drugi bok, to mam ochotę go zabić 🙂  I w wielu innych momentach mam ochotę zabić go podwójnie, ale nie oddałabym go za nic! Pewnie wiele osób tak ma i żadna to nowość 🙂 Podobną historię pokazuje dość zabawna  sztuka, którą grają w Teatrze Kwadrat, „Boso przez park”. Polecam, zwłaszcza parom, które często mają ochotę się nawzajem pozabijać 🙂