Category Archives: Noszę

w poszukiwaniu torby-teczki

Zwykły wpis

W weekend przyjeżdża do mnie Mama. Oczywiście wybieramy się na zakupy. Mam w planach upolowanie kilku pierdół, ale najbardziej teraz chciałabym znaleźć torbę, którą sobie wymyśliłam. Pan T. zawsze się ze mnie śmieje, że najgorzej, jak wymyślę sobie, co chcę mieć. Wtedy nie ma szans, żebym znalazła to w sklepie. No, może za dwa sezony, kiedy już tego nie będę chciała  🙂 Mam nadzieje, że tym razem tak nie będzie. W końcu – umówmy się – torby-teczki powróciły do łask już kilka sezonów temu. Jet ich sporo: te wygrzebałam na kilku pierwszych stronach googli.

Każda ma coś, co chciałabym mieć w swojej, ale żadna nie jest taka w całości. Moja powinna przede wszystkim:

– być zamszowa (niekoniecznie naturalna)

– zrobiona ze sztywnego materiału

– mieć z przodu dwie kieszonki zapinane na sprzączki

– w środku mieć takie kieszonki na długopisy (jak niektóre z powyższych mają na zewnątrz)

– no i kolor – z tym najgorzej. Najlepiej, żeby miała kolor torby, którą aktualnie eksploatuję i powoli przestaje się nadawać do czegokolwiek. Ciężko go określić: taki szaro-beżo-brąz…

Może wiecie, gdzie takiej szukać? 😉 😉


Reklamy

mikołajowo

Zwykły wpis
mikołajowo

Na większości odwiedzanych przeze mnie blogów prezentacje mikołajowych upominków pojawiły się już kilka dni temu. I ja wreszcie mogę pochwalić się wszystkimi tegorocznymi prezentami od Świętego Mikołaja. Tak wyszło, że przychodził do mnie jakoś tak na raty przez cały tydzień, ale za to spisał się na medal 😉

Niezależnie od prezentów, ostatni tydzień spędziłam bardzo miło. Obejrzałam na przykład dwa kolejne dobre filmy. Powoli zbieram się, żeby napisać o nich choć kilka zdań, bo myślę, że warto – także czekajcie na recenzyjki. Byłam też na podwójnym aerobiku, z czego jedna godzina, to aeroboks. Niesamowicie wyczerpujące zajęcia, ale czułam się po nich rewelacyjnie!! Każdemu polecam takie pozytywne zmęczenie!

W środę miałyśmy spotkanie mikołajkowe z dziewczynami ze studiów i śmiało mogę powiedzieć, że jestem z nas dumna. Mimo że studia za nami, to tradycyjnie zebrałyśmy się (prawie) wszystkie! 🙂 Natomiast mimo naszych szczerych chęci, zwyczaj jednak nie został do końca zachowany. Nasza mikołajkowa miejscówka przeszła straszną metamorfozę, a mianowicie nie podają już w niej piwa. Przez pięć lat spotykałyśmy się tam z różnych okazji – świętowałyśmy zdane egzaminy, topiłyśmy smutki po niezdanych – i tylko zdążyłyśmy skończyć studia, a piwa ni ma! Mówcie co chcecie, ale to niesie za sobą jakąś nieszczęsną symbolikę… jesteśmy już tak stare, że nawet nie jest nam dane browara wypić w ulubionym barze 😦

Wczoraj z kolei odwiedziliśmy znajomych, z którymi też było co świętować. Posiedzieliśmy w miłym towarzystwie, a z samego rana wyruszyliśmy do Radomia. I tutaj – to, co tygryski lubią najbardziej, czyli zakupy z mamą 🙂 Kupiłam tylko jedną bluzkę, z okrągłym kołnierzykiem, ale i tak było warto:

luz blues – miss ya!

Zwykły wpis
luz blues – miss ya!


Dopiero co pisałam „piąteczek”, a tu już paskudny „poniedziałuch”!! Przy okazji poweekendowego powrotu do pracy zatęskniło mi się za ubraniami, które jeszcze niedawno królowały w moich outfitach. W pracy dresscode, a ukochane dżinsy leżą na dnie szafy i wyczekują razem ze mną kolejnego piątkowego popołudnia. A  z nimi luźne swetry i bluzki oversize. Kocham ciuchowy luz i chyba nigdy nie przyzwyczaję się do sztywniackich uniformów, choć i tak modyfikuję je pod siebie, jak tylko mogę.

Twórca pierwszych dżinsów (Levi Strauss??) powinien dostać Nobla!

piąteczek

Zwykły wpis

Ojj, długi był dziś dzień i męczący… Ale pod koniec całkiem miły, bo kupiłam kurtkę „husky”, o której już długo, długo rozmyślałam. Bardzo podobała mi się wersja Zary z łatami na rękawach, ale jakoś na mnie już niekoniecznie, więc wybrałam tę od Pull and Bear. Tym bardziej, że wyczekałam aż do dziś, bo wiedziałam, że dziś w sklepie -20% na wszystkie kurtki. Dzięki temu nie wyszło aż tak drogo.

A teraz już w domu, przy martini, miałabym ochotę obejrzeć jakiś dobry polskim film. Tak jak ostatnio pisałam, dzięki temu, że włączam czasem tv, trafiam na ciekawe programy. Kilka dni temu trafiłam na przykład na „Boisko Bezdomnych” w TV Polonia. Świetne. Polecam zwłaszcza jeśli ktoś, podobnie jak ja, lubi Marcina Dorocińskiego.  Ja ogólnie, w przeciwieństwie do większości widzów, bardzo cenię polskie kino. Mamy naprawdę dobre produkcje, ale wie o nich znacznie mniej osób niż o tych wszystkich „Ciachach” itp., których twórcy wydają na reklamę więcej niż na sam film. Ostatnio jakoś jednak nic ciekawego się nie pokazuje, więc z niecierpliwością czekam na „Big love”, które na ekranach kin już w lutym. Nie da się ukryć, że dla mnie dużym atutem jest rola Antka Pawlickiego, ale to nie wszystko. Myślę, że tak czy inaczej, będzie to bardzo ciekawy obraz. O ile się nie mylę zwiastun filmowy jeszcze się nie pokazał, więc wklejam kilka zdjęć. A tutaj strona filmu na Filmwebie.

zbrojeń ciąg dalszy

Zwykły wpis

No i niestety, nie wytrzymałam do zimowych wyprzedaży. Kupiłam buty – i to niejedne . Dwie pary szaroburych butków – kozaki i trzewiczki 🙂 No cóż ja poradzę, że taki kolor najbardziej lubię. Na szczęście nie były zbyt drogie, a są baaardzo wygodne. Polecam, szczególnie krótkie botki, bo zimowych jeszcze nie miałam okazji założyć.

 

zimowe zbrojenia

Zwykły wpis

Pogodynki wieszczą, że w ten – dla wielu osób długi – weekend wraca do nas łaskawa, złota Jesień. Ale ja mam przeczucie, że robi to tylko po to, by na dobre powiedzieć nam „do widzenia”. Dlatego już teraz zabezpieczam się przed nadchodzącymi mrozami. To mój ostatnio zakupiony (i otrzymany w prezencie) arsenał, który na pewno dobrze posłuży w walce z okrutną Zimą.

Jakoś tak wyszło, że wszystko w szaro-burych kolorach , ale co poradzić, kiedy takie lubię. Więcej nawet, planuję kupić brązowe butki na zimę, ale myślę, że poczekam do przecen, które tak naprawdę już niebawem.

Poza tym ostatnio byłam z mamą na ogromnych zakupach, co rzadko nam się zdarza, bo wiecznie nie ma na to czasu. Tym razem mama przyjechała do mnie, nie martwiłyśmy się niczym i bite sześć godzin łaziłyśmy po sklepach. Wróciłyśmy bardzo zadowolone. A ja najbardziej, bo moje zakupy były całkowicie usprawiedliwione – musiałam odnowić garderobę, bo obowiązuje mnie przecież w pracy dresscode. No cóż, nie miałam wyjścia, prawda? 🙂 Tyle tego, że nawet nie próbuję wszystkiemu robić zdjęć i Was nimi zanudzać 🙂

A więc życzę miłego, długiego weekendu – tym, co go mają.  A tym, którzy – jak ja (jutro do pracy na 7, mmhmm) – nie mają, miłej pracy, szkoły or whatever  🙂

szafowanie

Zwykły wpis

Jak wielu z Was wie, namiętnie przesiaduję na Szafie. O co chodzi? O świetny portal internetowy. Jego główną funkcją – od tego wszystko się zaczęło – jest wymiana ciuchów między użytkowniczkami, tzw. „szafowiczkami” (w odróżnieniu od „szafiarek”, czyli dziewczyn, które prowadzą modowe blogi – i które swoją drogą też często odwiedzam).

A więc wymiana ciuchów. Wiele osób wzdraga się na samą myśl o założeniu czegoś, co było noszone przez obce im osoby. To kompletnie nieracjonalne. Takie osoby zwykle kupują ubrania w sieciówkach, gdzie ciuchy są mierzone przynajmniej kilkanaście razy dziennie przez różnych ludzi. Co więcej, wiem od kilku pracowniczek sklepów z ubraniami, że noszą one coś przez cały dzień, by zareklamować produkt, a potem odkładają na półkę i na drugi dzień nieświadoma niczego klientka kupuje „nową” bluzeczkę.  A co ze zwrotami? Niejednokrotnie zdarza się, że dziewczyny kupują wystrzałową kieckę, zakładają w weekend i odnoszą w poniedziałek grzecznie do sklepu, żądając zwrotu pieniędzy. I czasem je odzyskują. Tak więc wymiana na Szafie nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, różni się o0d kupowania w takim na przykład H&M-ie. Tym bardziej, że szafowiczki wystawiają często rzeczy założone dwa razy. Wiem, bo sama tak robię. Aktualnie pędzi do mnie paczuszka ze ślicznymi, żółtymi spodenkami Atmosphere. Myślę, że ta wymianka będzie bardzo udana. Wielką zaletą takich wymian jest ekologia – zamiast wyrzucać nielubianego ciucha, przekazujemy go dalej, same odbieramy coś po kimś innym. A do tego wielkie korporacje ubraniowe na nas nie zarobią. Zarobi tylko biedna Poczta Polska 🙂

Sprzedaż to druga możliwość na Szafie. Niestety coraz więcej osób chce tylko sprzedawać swoje ubrania. Może myślą, że zarobią na tym majątek? Raczej się to nie uda. Sama dość często tam sprzedaję, ale każdą rzecz mam wystawioną na sprzedaż lub wymianę. Jeśli ktoś chce kupić – proszę bardzo. Zyskuję miejsce w szafie i parę groszy na drobne wydatki. Druga strona płaci mniej niż w sklepie i nadal jest bardziej ekologicznie.

Kolejna, baaardzo ważna opcja na Szafie to Szafiarenka, czyli szafowe forum. Można tam poznać naprawdę świetnych ludzi, poczytać interesujące wątki i znaleźć też pomoc w wielu kwestiach. Rzecz jasna, zdarzają się kłótnie – jak to wśród bab, i jeszcze w internecie! Huhu, co tam się czasem nie wyprawia! Ale jeśli ma się do tego odpowiedni dystans, to można mieć ubaw po pachy! Szafowiczki dają się poznać nie tylko na forum, ale także poprzez wystawiane u siebie w profilu kreacje. Czasem w opisach zapraszają na swoje blogi, czasem opowiadają swoje interesujące historie. Chciałam Wam dziś przedstawić jedną z takich szafowiczek, która wzbudza w nas wielki optymizm i szacunek. Poznajcie utalentowaną i śliczną Dominikę Budzyńską.

Poniżej adres do jej bloga:

http://www.dominikabudzynska.blogspot.com/

I do facebookowej strony:

http://www.facebook.com/home.php?ref=home#!/budzynskaphotographymakeup?sk=info

Polecam obejrzenie jej w roli fotomodelki, a także jej prac jako wizażystki. Jest po prostu niesamowita 🙂