Monthly Archives: Maj 2012

lepsza wersja mielonego

Zwykły wpis

Nie lubię jednego z tradycyjnych polskich dań – mielonego, czym wzbudzam zgrozę u mojego taty 😉 Ale co ja poradzę, że zmielone mięsko smakuje mi wyłącznie w postaci spaghetti albo dużo zdrowszych pulpetów.

Pulpety w sosie pomidorowym autorstwa mojej mamy nie mają sobie równych. Ja z kolei ostatnio postanowiłam zrobić wersję z wykorzystaniem świeżutkiego, wiosennego koperku. Miał być sos koperkowy, ale moje roztargnienie sprawiło, że posiekany koper trafił do mięska zamiast do sosu. Nie wiem, nad czym się wtedy tak zamyśliłam, ale wyszło całkiem pysznie 🙂

A więc po kolei:

Składniki

  • 1/2 kg mięsa mielonego, najlepiej wieprzowo-wołowego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki tartej bułki
  • kostka rosołowa, może być np. warzywna
  • sól i pieprz
  • szczypta cukru
  • pół szklanki śmietany
  • 2 łyżki mąki
  • 3/4 szklanki mleka
  • pęczek koperku
  • ryż brązowy

Przepis

Mięso wymieszać z jajkiem, bułką tartą i posiekanym koperkiem, doprawić solą i pieprzem.

Uformować niewielkie kulki.

Zagotować w garnku trochę wody z kostką rosołową. Do gotującego wywaru wrzucić pulpety i gotować około 15 minut – w zależności od wielkości kulek.

Po wyjęciu pulpetów, do pozostałej wody dodać mleko, szczyptę pieprzu, soli i cukru, ewentualnie dowolnych ulubionych przypraw – do smaku (ja dodałam ziół prowansalskich). A jeśli nie zagapimy się i zostanie nam trochę koperku, można go jak najbardziej dodać do sosu 🙂

Po zagotowaniu zagęścić mąką rozprowadzoną dokładnie w wodzie. Dodać śmietanę.

Włożyć do sosu pulpety i podgrzać razem na niewielkim ogniu.

Podawać  można z ciemnym ryżem, pamiętając, że należy go gotować znacznie dłużej niż biały. Ja kiedyś o tym zapomniałam i przez długie lata nie jadałam brązowego ryżu, twierdząc, że jest okropny, strasznie twardy i niesmaczny 🙂

Reklamy

Kampanie Społeczne

Zwykły wpis

Ostatnio pisałam o mojej małej fascynacji marketingowymi sprawkami. Poza kampaniami marketingowymi, od dawna spoglądam też z zaciekawieniem na kampanie społeczne. Lubię oglądać ostateczny efekt, ale i sama praca przy nich wydaje mi się bardzo ciekawa. Na ubiegłorocznym Polskim Festiwalu Reklamy miałam okazję posłuchać, jak to wygląda od podszewki. Kto wie, może jeszcze kiedyś będzie mi dane poprzyglądać się tworzeniu takich projektów z bliska 🙂

Polecam stronę kampaniespoleczne.pl oraz ich fan page.

Można tam znaleźć wszystkie najciekawsze kampanie społeczne, nie tylko polskie. To prawdziwa kopalnia świetnych pomysłów – wydaje mi się, że często bardziej kreatywnych od kampanii marketingowych. Są szokujące, przewrotne, albo bardzo dowcipne. Wykorzystują wszystkie najlepsze mechanizmy reklamowe i spełniają swoją rolę, bo zwracają uwagę. Kto nie pamięta hasła, „Bo zupa była za słona”. Albo ostatnie „Słowa ranią przez całe życie”.

Moją uwagę ostatnio zwróciła z kolei australijska kampania uświadamiająca niebezpieczeństwo słuchania muzyki na ulicach. Więcej TUTAJ.

Poza tym bardzo lubię kampanie promujące miasta i regiony Polski. One też są bardzo pomysłowe, jak ta, promująca Dolny Śląsk ze swoim hasłem „Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia”.

No i poza wszystkim, najczęściej takie akcje poruszają najważniejsze problemy społeczne. Warto więc przyglądać im się z bliska i docenić genialnych nierzadko twórców 🙂

Be happy! :D

Zwykły wpis

Dawno już chciałam napisać coś o szczęściu, ale ciężko to zrobić nie spłycając tematu. Bo co to jest szczęście? Nie ma jednej definicji. Poza tym mam poczucie, że nie zrobię tego nawet w połowie tak dobrze, jak na co dzień robi to jedna z najlepszych blogerek, Happyholic. Dlatego postanowiłam odesłać Was do jej bloga:

Do tego, żeby jednak liznąć trochę tego tematu u siebie, skłonił mnie warsztat „Odkryj swoja wewnętrzną moc”, w którym miałam okazję uczestniczyć w niedzielę. Poprowadził go pan Dariusz Świerk (swoją drogą, to świetna sprawa, że są ludzie, którzy robią tego typu rzeczy całkiem bezpłatnie).

Niestety w połowie musiałam wyjść – wzywały „pieskowe” obowiązki. Ta połowa wystarczyła, by dowiedzieć się masy ciekawych rzeczy. Najważniejszy jest wniosek, że

Szczęście zależy od nas samych!

jak mawiał już Arystoteles, a współcześni naukowcy tylko potwierdzili.

Jest mnóstwo sposobów, by je podkręcić. Bo samo z siebie się nie zrobi. Jak wszystko miłe, co nas w życiu spotyka, szczęście jest efektem pracy. W jaki sposób wypracować swoje szczęście podpowiadał pan Darek na szkoleniu i podpowiada też fantastycznie Justyna na swoim blogu.

Można np. dużo się uśmiechać. Brzmi banalnie, ale takie są fakty. Potwierdzone naukowo. Ułożenie mięśni „w uśmiech” powoduje wysłanie do mózgu impulsu, który z kolei powoduje znaczącą poprawę humoru. A więc:

źródło: weheartit.com

Ważne, żeby wiedzieć, że można być szczęśliwym w każdej chwili. Najczęściej wydaje się nam, że bylibyśmy szczęśliwi, gdyby tylko… <uzupełnić wedle uznania> Np. gdybyśmy tylko wygrali okrągłą bańkę w totolotka. Guzik prawda! Wtedy chcielibyśmy najpewniej drugą bańkę do pary.

A więc skoro każdy, niezależnie od wszystkiego, może być szczęśliwy tu i teraz, to trzeba być głupkiem, żeby nie skorzystać z kilku prostych rad i takim się stać. Ja już zaczęłam i poświadczam – jestem szczęśliwa 😀

źródło: weheartit.com

Kim zostałam jak dorosłam

Zwykły wpis

Przez połowę studiów myślałam, że chcę pracować w reklamie, marketingu albo PR-rze. Później, zniechęcona wieloma trudnościami, myślałam o dziennikarstwie. Przez krótki czas chciałam zostać socjologiem, a przez jeszcze krótszy zostać na uczelni. I kiedy najmniej się tego spodziewałam, historia zatoczyła koło. Całkiem przez przypadek wylądowałam w marketingu i na dobre mi to wyszło.

Mam to szczęście, że jest osoba, która prowadzi mnie trochę za rękę, no może za jeden palec, marketingową drogą. Podsyła ciekawe książki, wysyła na szkolenia, nie pozwala stać w miejscu. W wolnym czasie podczytuję blogi i serwisy branżowe. No wkręciłam się jednym słowem 🙂

A piszę to wszystko, bo w ferworze marketingowych dociekań, miałam okazję przeczytać świetną książkę, „Zakupologia. Prawdy i kłamstwa o tym, dlaczego kupujemy” Martina Lindstroma (KLIK). Polecam ją każdemu, a zwłaszcza tym, na których – jak twierdzą – reklamy nie działają. No niestety, najczęściej to jest tak, że my sobie, a mózg sobie. Dlatego warto przeczytać, żeby zdać sobie sprawę z podświadomych procesów, które nami często kierują.

Po drugiej stronie Bałtyku

Zwykły wpis

Zapraszam do obejrzenia fotorelacji z Bornholmu – miejsca, gdzie w niedziele nieczynne są sklepy, na plaży nikt nie zabroni zrobić ci grilla, a w lasach nie ma śmieci – zamiast tego są toalety.

Zdjęcia autorstwa Miśka, który w czasie wyjazdu napstrykał tyle fot, ilu ja nie zrobiłam chyba przez całe życie. Skrawek tego poniżej:

Papierowy „Czas honoru”

Zwykły wpis

Niedawno rozpoczęły się zdjęcia do nowej, ostatniej 😦 serii „Czasu Honoru”. Nie mogę doczekać się jesieni i emisji kolejnych odcinków, ale kiedy już przebrzmi muzyka odcinka ostatniego z ostatnich, to chyba popadnę w depresję!

więcej zdjęć z planu 5. sezonu TUTAJ

Tymczasem przypomniałam sobie, że nie napisałam nic o „Czasie Honoru” w wersji książkowej, choć parę osób już mnie o to pytało. Została napisana przez scenarzystę serialowego Jarosława Sokoła. Nie powiem, że jest kiepska, ale jak to zwykle bywa chwytanie trzech srok za ogon się nie opłaca. Poradziłabym panu Sokołowi pozostać jednak przy scenariuszach filmowych, papierowe opracowania pozostawiając komu innemu.

Nie zmienia to faktu, że dla fanów serialu ta książka to nie lada gratka (sama zamierzam kupić kolejne, zapowiedziane przez autora części). Zwłaszcza pierwsze kilkadziesiąt stron, które przedstawiają losy bohaterów zanim jeszcze rozpoczęła się akcja serialowa, są bardzo wciągające. Później powiewa nieco nudą. Choć może, jeśli nie zna się tak dokładnie serialu, to wcale tak nie jest? Nie wiem.

Wiem natomiast, że pan Jarosław odwala kawał dobrej roboty w taki czy inny sposób pokazując w interesującą historię Polski. Co więcej, ma do tego fantastyczne podejście i dystans, o czym miałam okazję się przekonać na spotkaniu z nim i aktorami z „Czasu Honoru”. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało – takich ludzi nam potrzeba 🙂

Niby-banały w „Krecie”

Zwykły wpis

Macie czasem ochotę na określony typ filmu? Mnie się to ciągle zdarza. Zawsze wiem, że akurat dziś MUSZĘ obejrzeć głupią komedię, melancholijny romans, albo jakiś polski dramat. To ostatnie najczęściej. Gdybyście mieli ochotę właśnie na mądry, ale dość ciężki film, gorąco polecam „Kreta” Rafaela Lewandowskiego (kimkolwiek by on nie był 🙂 wybaczcie ignorację).

To film z ubiegłorocznego Festiwalu w Gdyni (swoją drogą, nie mogłam uwierzyć, że już trwa kolejny Festiwal. Miałam wrażenie, jakby poprzedni dopiero się zakończył). Koleiny z serii modnych ostatnio rozrachunków z PRL-em. Dla mnie jednak to bardziej film o tym, że w w życiu mało jest wyrazistej czerni i czystej bieli. Przeważają szarości, a punkt widzenia zależy zwykle od punktu siedzenia. Dlatego ważne jest, żeby nie oceniać innych, bo nie wiemy, jak zachowalibyśmy się na ich miejscu i nigdy nie mówić nigdy. Metaforycznie się zrobiło i sentencjonalnie, ale okazuje w takich frazesach tkwi jednak wiele prawdy. Niby banały, ale ważne w życiu. Warto wziąć je sobie do serca, a filmy takie jak „Kret” są w tym bardzo pomocne.