Monthly Archives: Kwiecień 2012

101 wpis

Zwykły wpis

Wczoraj zamieściłam na blogu setny wpis. Mało to i dużo. Mało dla blogerów, dla których pisanie to spory kawał życia, dużo dla tych, którzy często pytają: no i chceee Ci siee taaak?!?

Tych drugich nie brakuje. Pewnie znacie ludzi, którzy sami siedzą najchętniej przed telewizorem i próbują podcinać innym skrzydła wiecznymi pytaniami: no i na co ci to, chce ci się, jeszcze ci się to nie znudziło? Ja to słyszę dosyć często: o fitnessie, o pomaganiu psom w schronisku, o słuchaniu lekcji angielskiego, mogłabym tak długo wymieniać. No i, rzecz jasna, o blogowaniu.

Ostatnio ktoś zapytał mnie, po co mi to. Nie mam przecież rzeszy fanów, komentarze nie idą w setki, ba, nawet w dziesiątki, nie zarobię na tym. Pomyślałam, że przy okazji setnego wpisu faktycznie warto się nad tym zastanowić. I długo myśleć nie musiałam. Ja po prostu lubię pisać. Zwyczajnie łatwiej mi się trawi niektóre myśli, jeśli ułożę je w miarę składnie i przeleję na ekran. Nie bez powodu w końcu skończyłam polonistykę 🙂

Piszę więc dla siebie, ale i dla nie tak małej, jak mogłoby się wydawać, grupy czytelników. Wiem, że mnie czytają, bo jak się robi jakiś mały przestój, to zaraz docierają do mnie ponaglenia, żeby coś w końcu skrobnąć. Lubię słyszeć od ludzi, żebym wrzuciła jakiś nowy przepis, bo szukają czegoś prostego, ale ciekawego do ugotowania. Lubię ich narzekania: oj, Aśka, chyba nic ostatnio ciekawego nie oglądałaś, bo nic nie piszesz. Popraw się, popraw.  Albo: dawno chyba w teatrze nie byłaś? Nic nie piszesz, na co warto się wybrać.

Tak więc dziękuję tym, co czytają. Miło, że jesteście, jeszcze milej, jak czasem zostawicie jakiś komentarz. Ale powiem Wam szczerze, nawet jak mnie tu zostawicie całkiem samą, to ja i tak czasem tu coś skrobnę. Dla siebie. O.

Reklamy

Poradniki? Nie radzę!

Zwykły wpis

Dawno już miałam dać upust swojemu wrodzonemu krytycyzmowi (tak przynajmniej twierdzą wyniki analizy DISK) i zjechać równo dwie książeczki. Łączy je wbrew pozorom wiele: obie to poradniki, obie są do kitu i obie to prezenty. Darczyńcy nie powinni się jednak obrażać, bo sama bym pewnie w Empiku zwróciła na nie uwagę i może nawet kupiła – okładkami przyciągają.

A więc do rzeczy. Co na pierwszy ogień? Jako że kobiety mają pierwszeństwo, niech będzie była pierwsza dama, pani Kwaśniewska i jej mądrości savoir vivre’owe:

Nie będę się rozwodzić. Jeśli jesteś dzikusem wypuszczonym z dżungli, ta książka jest właśnie dla Ciebie. Autorka podaje tam w przeważającej mierze oczywiste oczywistości (bardzo trudna zagadka: kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę na powitanie, kobieta, czy mężczyzna? 😐 ), które w miarę cywilizowany człowiek zna od dziecka. Rady w stylu: do walizki zapakuj kostium kąpielowy, pareo i olejki do opalania (dosłownie!) jakoś dziwnie przypominają porady rodem z „Bravo girl”.

Pozostała część porad natomiast nada się głównie dla pierwszych dam i innych tego typu elegantek, które mogą pozwolić sobie na gigantyczną garderobę, a w niej wyłącznie ciuchy z najwyższych półek. Przykro mi, ale mało mnie interesuje, jak powinnam posadzić przy stole „damy” (określenie autorki) na koktajlowym przyjęciu.

No i numer dwa: „59 sekund. Pomyśl chwilę, zmień wiele” autorstwa psychologa Richarda Wismana:

Ten poradnik nie przekonuje mnie ze względu na swoją zbytnią prostotę. Na 360 stronach autor upchał taką liczbę badań, które mają czegoś dowodzić, że ja w nie nie wierzę (tak, tak, to wszystko ten mój krytycyzm). Cała książka wygląda mniej więcej tak: Akapit 1: Zbadano grupę ludzi i stwierdzono, że jest tak i tak. Rób więc tak i tak. Akapit 2: Zbadano grupę ludzi i stwierdzono, że jest tak i tak. Rób więc tak i tak. Akapit 3:… i tak w kółko.

Jak można w jednym akapicie opisać testy psychologiczne prowadzone przez kilka lat i na tej podstawie dawać ludziom złote rady. Ja tego nie kupuję. Zaraz zapala mi się z tyłu głowy lampeczka i zastanawiam się, czy aby na pewno wyniki nie zostały jakoś zniekształcone (tu z kolei odzywa się malutki socjologiczny fragment mojej duszy)? Może nie wzięto pod uwagę pewnych czynników, które wpłynęły na wyniki badań? Mogę domniemywać, że profesjonaliści wzięli pod uwagę wszystko, ale o tym cisza. Więc jednak pewności mieć nie mogę.

Co najlepsze, każdy rozdział jest na końcu jeszcze bardziej skrócony – do stronicowego streszczenia, które podobno da się przeczytać w 59 sekund i w ten sposób zmienić swoje życie. Mnie się nie udało.

A żeby na koniec było jednak pozytywnie, to wyszedł dziś teledysk do fantastycznego – zresztą jak wszystkie – kawałka Muzyki Końca Lata. Enjoy!

zębowo-psowy zawrót głowy!

Zwykły wpis

Ojjj, chce mi się tej ostatnio wspominanej majówki, jak niczego innego. Bardzo, bardzo, bardzo dużo się ostatnio dzieje! W pracy mnóstwo pracy, takiej na JUŻ co najgorsze. Ale dobrze, to akurat lubię 🙂 Tyle że zęby pousuwane, na zwolnienie trzeba było pójść. Cała jestem napuchnięta, głodna, a tu ani czego przełknąć za bardzo. Ale co tam ja! Psiaki z Fundacji Braci Mniejszych wzywają, dom domaga się sprzątania, książki i gazety, nie wspominając już o opuszczonych ostatnio ulubionych blogach, krzyczą: czytaj nas! Do tego dołóżmy fitness i masaże i zawrót głowy gotowy.

Ale najbardziej teraz absorbuje mnie kochana sunia, która u nas ostatnio pomieszkuje. Przyjechała całkiem niespodziewanie, razem z dwiema innymi, które odwieźliśmy do domów tymczasowych. Pochodzą z pseudohodowli rozbitej przez Stowarzyszenie Adopcje Buldożków, gdzie łatwego życia nie miały. Są schorowane, czeka je długie leczenie. Z naszą Lolą codziennie jeździmy do pani doktor. Ale jest bardzo dzielna! Leczenie jednak bardzo dużo kosztuje, więc jeśli ktoś miałby ochotę pomóc, to Stowarzyszenie będzie niezwykle wdzięczne KLIK.

A może ktoś w ogóle chciałby przygarnąć taką cudną sunię? To ta na zdjęciach poniżej (wyżej są Shila i Celina) My pomagamy, jak możemy, ale niedługo wyjeżdżamy, więc Lola trafi do kolejnego domu tymczasowego. Bardzo daleko, do Bydgoszczy. To kolejny stres dla niej. A naprawdę psiak na to nie zasługuje, jest kochany jak mało który, grzeczny, u weterynarza spokojny. Jak ma się takiego przyjaciela, to niczego innego nie potrzeba!

Czytadła

Zwykły wpis

Tak, tak, wiem. Dawno mnie tu nie było. Mam jednak odwiecznie najlepsze wytłumaczenie, „paluszek i główka” itd. Ale idzie ku dobremu, pod koniec następnego tygodnia powinno być po wszystkim. Przynajmniej na jakiś czas.

A tak poza tym, niedługo majówka. Wybieramy się na Bornholm. To taka spokojniutka, duńska wyspa gdzieś po środku Bałtyku. Idealne miejsce żeby odpocząć od pędzącej codzienności. Mam nadzieję na długie spacery, wycieczki rowerowe i plażowanie z książką w ręku – niezależnie od pogody. Zbieram już powoli książkowe pozycje, które ze sobą zabiorę. Może macie jakieś pomysły? Ma być lekko, ale nie głupawo (harlekiny nie wchodzą w grę 🙂 ).

Jeśli, podobnie jak ja, potrzebujecie lekkiej lektury, to może skusicie się na „Człowieka bez psa” Håkana Nessera. Przeczytałam go przez Święta i myślę, że mogę spokojnie polecić. W sumie nic dziwnego – skandynawskie kryminały najczęściej są wciągające, zaskakujące i trzymające w napięciu.

Tu jest jednak trochę inaczej, bo „Człowiek bez psa” to taki dziwny kryminał. Jest wprawdzie przemoc, są zaginieni bohaterowie, morderstwa i takie tam, ale ważniejszy wydaje się wątek obyczajowy i psychologiczny (choć może trochę za mało pogłębiony).

Dla mnie najbardziej interesująca i wzbudzająca duże współczucie jest smutna historia rodziny Hermanssonów, której członkowie z jednej strony działają mi na nerwy, a z drugiej mi ich szkoda. Na pewno nikogo z nich nie polubiłam. To dziwne, bo zwykle znajduję sobie w książkach ulubionego bohatera, choćby nawet miał to być seryjny morderca. Mimo to „Człowiek bez psa” ma u mnie dużego plusa, chyba właśnie za swoją „dziwność”.

znów kulinarnie

Zwykły wpis

Ostatnio porobiło się tu bardzo kulinarnie, ale cóż zrobić, jeśli publika domaga się kolejnych przepisów 😉 Dziś będzie zupa marchwiowa i sałatka z kurczaka i pietruszki. Zwłaszcza to pierwsze danie jest dla mnie teraz idealne, bo aktualnie nie mogę przełknąć nic, co nie jest płynem. Moje „ósemki” odmówiły posłuszeństwa i niestety muszę się ich pozbyć 😦  Ale do rzeczy:

MARCHWIOWA ZUPA-KREM

Składniki

  • 1 kostka rosołowa, mięsna, może być np. cielęca
  • 1/2 kg marchewek
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 duża cebula
  • natka pietruszki
  • 1/2 szklanki śmietany
  • przyprawy: sól, pieprz, pół łyżeczki cukru, ulubione przyprawy

Wykonanie

Najpierw obieramy i kroimy w plastry marchewkę i ziemniaki.

Cebulę obieramy, siekamy i chwilkę podsmażamy w dużym garnku z rozgrzanym olejem.

Dodajemy marchewkę i ziemniaki. Smażymy jeszcze około 7 minut.

W tym czasie gotujemy bulion z litra wody i kostki rosołowej i dolewamy do warzyw. Dodajemy posiekaną natkę pietruszki.

Gotujemy całość około pół godziny. Pod koniec dodajemy przyprawy – wedle uznania.

Po przestudzeniu blendujemy całość dodając śmietanę. I jest 🙂

SAŁATKA Z KURCZAKA I PIETRUSZKI

Składniki

  • pierś z kurczaka
  • dwa pęczki natki pietruszki
  • trzy duże łyżki płatków migdałowych
  • cytryna
  • oliwa z oliwek
  • łyżeczka masła
  • warzywko, zioła prowansalskie, pieprz, sól

Wykonanie

Pierś kroimy w kostkę i gotujemy w odrobinę osolonej wodzie. Kiedy będzie gotowa (po około 8 minutach), odlewamy wodę i dodajemy przyprawy. Mieszamy dokładnie.

Pietruszkę siekamy i kropimy sokiem z całej cytryny i oliwą z oliwek.

Płatki migdałowe podsmażamy na maśle, na patelni.

Łączymy wszystkie składniki i jeszcze raz kropimy odrobiną oliwy.