Monthly Archives: Luty 2012

już prawie końcówka „Szczęśliwego Projektu”

Zwykły wpis

Przedostatnia partia zdjęć do „Szczęśliwego Projektu” 🙂

22. Dziś jestem wdzięczny za… dwa malutkie kwiatuchy, które, jak dobrze pójdzie, staną się ogromnymi Smoczymi Drzewami (zdjęcia dorosłych osobników TUTAJ). Zostały przywiezione z jakichś dalekich, ciepłych krajów  przez rodziców T. Dziękujemy 🙂

23. Ulubiony element garderoby. Tego niestety nie da się określić, mnóstwo mam tych ulubionych, które nieustannie się zmieniają. Ale na tę chwilę chyba najulubieńsza jest moja nowa torba, bo czeka na wiosnę  i przypomina, że to już tuż, tuż (ponoć w czwartek już do nas zawita?).

24. Najbardziej kolorowe miejsce w okolicy. Teraz niemal wszędzie ponuro i szaro, pogoda nas nie rozpieszcza, ale w mojej kuchni, podobnie jak w szafie, powoli pojawiają się pierwsze zwiastuny wiosny. W tym przypadku kolorowe pomela, papryki i inne cykorie 🙂

25. Pomocna dłoń. W sobotę odwiedziliśmy Fundację, z której wirtualnie adoptowaliśmy psiaka. Jestem pełna podziwu i niedowierzania, jak człowiek może poświęcić się dla tych kochanych zwierzaków (bo nie tylko psów, ale też np. szopów praczy 😉 ). Pani prowadzącej Fundację, nie miałam śmiałości zrobić zdjęcia, ale za to przedstawiam jednego z jej podopiecznych.

26. Piękne we mnie. Oj tam, oj tam, nie lubię takich tematów. Aktualnie miewam takie piękne paznokcie u stóp 🙂

Reklamy

mamy zwierzaczka!

Zwykły wpis

Kilka dni temu adoptowaliśmy psiaka!Ma na imię Joszi, jest malutki, cudny i ma chore dwie łapki. Bardzo potrzebował pomocy, zresztą potrzebuje jej nadal, bo leczenie wymaga czasu i funduszy.

Cała masa jego kolegów też potrzebuje wsparcia, więc jeśli  nie macie możliwości przygarnąć pieska, to może macie chociaż możliwość zaopiekować się nim wirtualnie, tak jak my. Taką sposobność daje Fundacja Braci Mniejszych. Szczegóły TUTAJ.

Jesteś słowami!

Zwykły wpis

Dziś już obiecana instrukcja do sporządzenia własnego portretu ze słów (w sumie banalna, ale co mi tam, na wszelki wypadek podaję :))

Jak wspominałam, niebywale spodobała mi myśl przewodnia, że jesteśmy ni mniej, ni więcej, tylko zestawem naszych codziennych słów, wypowiedzi i rozmów. Symbolem tego jest portret ze słów, który można sprawić sobie używając aplikacji You are your words.

Najpierw klikamy „Create your own”, później „Upload picture” – i wybieramy zdjęcie z komputera. Ustawiamy oczy i usta mniej więcej w miejscu wskazanym an obrazku, klikamy „Next”. Teraz możemy połączyć nasze zdjęcie z Facebookiem lub Twitterem, albo napisać tekst, z którego zostanie stworzony nasz portret. Jeśli połączymy się z Facebookiem, zostaną wybrane najczęściej używane przez nas słowa i frazy. Możemy jeszcze ustawić kolory i czcionkę i gotowe.

Jak dla mnie You are your words to świetna, pomysłowa zabawka i stworzyłam sobie (i nie tylko sobie) tak kilka portretów 🙂

Kolena porcyjka zdjęć

Zwykły wpis

Akcja „Reportaż o tobie” wymyślona przez Happyholic już dawno po półmetku. Przypominam poszczególne kategorie, a dalej już kolejna seria zdjęć.

16. Podziwiam. Nie może być inaczej, po przeczytaniu ostatniego wywiadu z Małgorzatą Szumowską podziwiam ją jak mało kogo! Jak dorosnę, zostanę Szumowską 🙂 A wywiad z nią można przeczytać TU.

17. Przykuło moją uwagę. Znalazłam ostatnio w Internecie bardzo fajne narzędzie do tworzenia takich zdjęć. Ideą aplikacji jest pokazanie, że każdy człowiek jest w dużej mierze tym, co wypowiada. Za kilka dni instrukcja, jak sporządzić taki portret ze swoich słów.

18. Najlepszy moment dnia. No niestety, zimą tak to się jakoś dzieje, że najlepszy moment dnia to ten, kiedy mogę przyłożyć głowę do poduszki i pomyśleć, że jutro też jest dzień i na pewno będę miała więcej siły niż dziś 🙂

19. Niedzielny poranek. Standardowo w niedzielę, jajko musi być. Ale tak naprawdę to nie jajka są najważniejsze, ale to, że możemy sobie pozwolić na ich wspólne zjadanie 🙂

20. Własnymi rękami. Takie cuda można tworzyć własnymi rękami! No, nie moimi wprawdzie 🙂 Tę na zdjęciu zrobiła moja siostra cioteczna, na żywo są jeszcze piękniejsze, więc gdyby ktoś chciał zrobić komuś oryginalny prezent, to proszę o kontakt 🙂

21. Zima. No niestety, z zimą mogę mieć tylko jedno szczęśliwe skojarzenie – że po każdej zimie, co by się nie działo, lato wróci na stówę 😉

Erratum

Zwykły wpis

Widziałam ostatnio film, który mogę polecić tylko niektórym – „Erratum”. To bardzo spokojna, liryczna wręcz historia faceta, który przypadkiem wraca w swoje rodzinne strony i uświadamia sobie, że jego życie jest dokładnie takie, jakiego nigdy nie chciał. Relacja z ojcem jest do bani, a właściwie to jej po prostu nie ma. Pasje i marzenia, jak to zwykle bywa, przegrały z pragmatycznym podejściem do życia. W obliczu pewnej tragedii z udziałem bohatera ujawnia się jednak w nim coś, co pozwala mieć nadzieję.

Wiem, czytając coś takiego, łatwo można pomyśleć – banał. Ale jakoś tak się dzieje, że w filmie banału nie ma. Może dlatego, że brak tu jakiegokolwiek dramatyzmu. Jest za to spokojny obraz, który przedstawia sytuację taką, jaka ona jest. Bez rozwiązań, recept na zmiany. Tak jest i inaczej nie będzie.

Na wstępie wspomniałam, że mogę ten film polecić tylko niektórym. Tak, bo trzeba mieć odpowiedni nastrój. Trzeba się trochę wyciszyć i nastawić na półtorej godziny spokojnych, minimalistycznych obrazów szarej polskiej rzeczywistości. Nie ma w „Erratum” spektakularnych zwrotów akcji, ani ciętego dowcipu. Jest coś, co zdarza się czasem każdemu człowiekowi – życiowa errata: myśl, że nic dobrego nas już nie spotka, wszystko spieprzyliśmy i widzimy, jak na dłoni listę naszych błędów  – jak w książkowej erracie.

Kuskus z winem

Zwykły wpis

Wczoraj przyjechała do nas koleżanka z Radomia, która ma ostatnio problemy z gryzieniem (świeżo założony aparat na zęby i te sprawy 😉 ). Trzeba ją było więc ugościć czymś mięciutkim i pyszniutkim, stąd na stole wylądował kuskus z sosem z wina. Wyszło bardzo smacznie, tylko niestety nie w głowie było nam wczoraj robienie zdjęć. Ale wyglądało mniej więcej tak:

(zdjęcie ukradnięte 😉 z googli )

A oto prosty przepis:

Składniki:

  • kubek kuskus,
  •  pierś kurczaka,
  • 3 ząbki czosnku,
  • spora cebula,
  • papryka czerwona,
  • papryka zielona,
  • kilka oliwek (zielonych lub czarnych – ja miałam akurat czarne)
  • 3/4 małego słoiczka koncentratu pomidorowego,
  • kubek białego wytrawnego wina,
  • przyprawy: sól, pieprz, bazylia, szczypta cynamonu, chilli, pół łyżeczki cukru trzcinowego,
  • olej.

Przepis:

1. Na dużej patelni, na oleju smażymy pierś i paprykę pokrojone w kostkę i cebulę też drobno posiekaną.

2. Po kilku minutach dodajemy posiekany czosnek.

3. Po około 7 minutach zalewamy wszystko winem, dodajemy koncentrat pomidorowy, przyprawy – ilość wedle uznania, u mnie jak zwykle było na ostro 🙂  Dusimy całość pod przykrywką przez kolejne 5 minut.

4. Dodajemy pokrojone w plasterki oliwki i zostawiamy tak jeszcze na 2 minuty.

5. W międzyczasie przygotowujemy kuskus.

Często na opakowaniu są powypisywane dziwne sposoby przyrządzania <na moim podano, że koniecznie trzeba zrobić kaszę w żaroodpornym naczyniu (po co?!); nie podano za to jaką ilością wody ją zalać (!)>, więc od razu mówię, jak powinno się to robić:

Dla trzech osób spokojnie wystarczy kubek kaszy, który wsypujemy do dowolnego naczynia i zalewamy 1 i 1/4 kubka wrzącej wody. Mieszamy, czekamy 5 minut aż napęcznieje – i jest 🙂

5. Teraz tylko sosik na kuskus i wcinamy.

Smacznego!

Szczęśliwy Reportaż, part II

Zwykły wpis

Miało mnie nie być, ale jestem, bo mam kolejną część Reportażu. Trochę pozmieniana kolejność fotografii, ale ważne, że są. Znów część robiona hurtowo, ale część na bieżąco 🙂

7. Ulubione zajęcie: Tzn. jedno z ulubionych, bo dzięki szperaniu w komputerze mogę wpaść na takie interesujące rzeczy, jak ta akcja. (Czy tylko mi się wydaje, czy moja ręka wygląda na tym zdjęciu, jak ręka faceta? 😉 )

8. Widok z okna: Tu niestety małe oszustwo. Obecnie moje widoki z okna domowego i pracowego nie zachwycają, ale za to mam miłe wspomnienia z okna bielańskiego 🙂

9. Coś nowego: Mamy nowe zakwitnięte truskawki 😉 Tak, teraz. Nie kłamię! 🙂

10. Coś starego: Ten stołek może nie ma stu lat, ale jest jedną z rzeczy, która est z nami od początku, od kiedy razem mieszkamy. Nie wiem, kto go przywlókł jeszcze do mieszkania na Bielanach, chyba należał do rodziców T., ale uwielbiam go!

11. Przyjaźń:  Nie zawsze mam czas, żeby ją pielęgnować. Ale mam wszystkie najważniejsze dla mnie osoby w jednym miejscu 😉 Nawet, jak są daleko (np. w Nowej Zelandii, albo Chinach ;P ), to i tak są blisko… w mojej sypialni 😉

12. Nadzieja: Walentynkowy lizak od jednej z koleżanek z pracy. Napawa mnie nadzieją, że mimo wielu wad, ludzie czasem jeszcze mają miłe, ludzkie odruchy.

13. Przerwa: Wbrew pozorom, moja przerwa nie na jedzenie słodyczy, a przerwa OD jedzenia słodyczy. Może się wydać smutne, ale trwa to już całkiem długo, więc jest skrawkiem mojego codziennego szczęścia 🙂

14. Niebo: Wczorajsza walentynkowa kolacja: niebo w gębie! (ok, zdjęcie nie było robione przeze mnie, ale nasz zestaw wyglądał dokładnie tak 🙂 )

15. Sztuka: tym razem sztuka użytkowa, bo artystyczną inwencję można często dostrzec w przedmiotach codziennego użytku. Ta mysz zrobiła na mnie duże wrażenie – można ją rozprostowywać i zwijać! Dostałam ją w pracy, można powiedzieć, że w spadku 🙂