„Miłość w czasach zarazy” pozbawiona miłości

Zwykły wpis

Dziś będzie o książce. Kilka dni temu skończyłam czytać „Miłość w czasach zarazy” Marqueza. Długo mi z tym zeszło, bo czytam książki głównie w autobusach, w drodze do pracy. Poza tym nie jest to książka, którą czyta się szczególnie szybko – jest mało (prawie wcale) dialogów, dużo długich opisów. Ale mimo to czyta się przyjemnie. Nie dość, że można dowiedzieć się wiele o kulturze Kolumbii końca XIX wieku, to mnóstwo tu humoru i ironii. Warty zauważenia jest też sposób budowania postaci przez autora. Jego bohaterowie są na maksa wielowymiarowi, nie mają płaskich, jednoznacznych charakterów, dzięki czemu są dużo bardziej prawdziwi.  Jeśli zaś chodzi o miłość, to jej w książce nie znajdziecie. A przynajmniej nie w powszechnym znaczeniu…

Głównej bohaterce – Ferminie Dazie – gdy jest bardzo młodziutka, wydaje się, że zakochała się w Lorenzie Arizie, którego właściwie nie zna. Kiedy dochodzi do spotkania, dziewczyna natychmiast orientuje się, że właściwie kochała marzenie o nim, nie jego samego. Fermina Daza wychodzi więc za znanego lekarza i społecznika, doktora Urbino. Robi to raczej z rozsądku, a i on też nie pała do niej wielkim uczuciem – po kilku latach dopuszcza się zdrady. Tymczasem Lorenzo Ariza przez całe swoje długie życie jest opętany szaleńczą obsesją na punkcie Ferminy Dazy. Celowo nie używam tu słowa „miłość”, bo tak bym tego nie nazwała. To raczej właśnie jakaś chora obsesja, gdyż mężczyzna nie stroni od kochanek, których przez całe życie ma wręcz dziesiątki. Mimo to wciąż szaleńczo myśli o dziewczynie z młodzieńczych lat. U kresu życia, po śmierci doktora Urbino, Ferminę Dazę i Lorenzo Arizę ponownie zaczyna coś łączyć. Tego jednak także nie nazwałabym miłością…

Tak więc „Miłość w czasach zarazy” to historia o młodości, dorastaniu, starości, naiwności, obsesjach, seksie, cierpieniu i samotności, o życiu ogólnie – o wszystkim, ale nie o miłości. Jednak określenie Pilcha, że jest to „romans wszech czasów” jest trafne, jeśli rozumiemy „romans” jako „romansowanie”, a nie jako gatunek literacki traktujący o miłości.

Wiele osób może się ze mną nie zgodzić. Zdaję sobie sprawę, że to dość nietypowa interpretacja. Ciekawa jestem, jak historia została pokazana w ekranizacji powieści z 2007 roku. Muszę to koniecznie sprawdzić. Poniżej kadry z filmu Mike’a Newella.

Reklamy

One response »

  1. mój kochany Marquez – mam to samo wydanie książki, po częsci czytałam ją też po hiszpańsku ajjj i mój Javier Bardem:)
    to trafiłaś w mój gust…
    co do naszyjnika to postaram się jak najszybciej wstawic post o tym jak go się robi
    zapraszam Cię serdecznie na post w dziale podróże o moich wspomieniach z Maroko i zapraszam do udziału w konkursie:)
    Marty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s