Pedro, Cybulski i… Hanka

Zwykły wpis

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem zawisłaby tu dziś recenzja kulinarna. Ale jak wiadomo nie zawsze wszystko dzieje się zgodnie z planem, więc będzie recenzja filmowa. A raczej „recenzyjka”.

Mieliśmy uczcić wczoraj w knajpce o zręcznej nazwie Babalu, magisterski tytuł uzyskany przez Pana T. Skończyło się jednak na kebabie z Placu Wilsona i Almodovarze w Kinie Wisła. Przy okazji, jeśli ktoś nie wie, to informuję wszem i wobec, że do kina warto chodzić tylko do Wisły właśnie i to zwłaszcza w poniedziałki. Podwójny bilet – dla par – kosztuje wtedy 20 zł, czyli po dyszce na łepetynę. Dla porównania – bo akurat znajomi byli w weekend – dwa bilety, w tym jeden ulgowy, w jednym z wielkich multipleksów, to koszt 49 zł. Tego, kto zna cyferki, nie trzeba chyba przekonywać.

A wracając do Almodovara, nie będzie niczym zaskakującym, jeśli napiszę, że to wariat. Do tego geniusz, a to połączenie zawsze przynosi wyśmienite efekty artystyczne. „Skóra, w której żyję” to bardzo oryginalne i ekstremalne potraktowanie tematu syndromu sztokholmskiego. O treści, aby uniknąć spojlerów, mogę niestety napisać niewiele. W kilku więc słowach: genialny chirurg (i genialny w tej roli Banderas) prowadzi eksperymenty z przeszczepem skóry (i nie tylko) na więzionej w swej okazałej posiadłości kobiecie. Poznajemy stopniowo jego tragiczną historię, która przyczyniła się do niezrównoważenia psychicznego mężczyzny. Mogę śmiało powiedzieć – historia ta poraża. I o treści to by było na tyle 🙂

Nie napiszę też nic o motywach charakterystycznych dla reżysera, nawiązaniach gatunkowych i tego typu sprawach – bo zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. Dodam jedynie, że już sam wątek przetrzymywania przez kilka lat osoby, która w końcu zakochuje się w swoim oprawcy, wydaje się pomysłem na interesującą fabułę. Ale byłaby z tego chyba po prostu nieco lepsza wersja „Piły mechanicznej”, czy czegoś w tym rodzaju. Nie zapominajmy jednak, że to genialny Pedro Almodovar i na tym nie mogłoby się skończyć. Jet w filmie wątek znacznie bardziej zaskakujący, zatrważający i szokujący. Naprawdę warto zobaczyć.

Ale, ale! Pozostańmy jeszcze na chwilę w klimatach filmowych. Wczorajszy wieczór obfitował także w polskie emocje z kręgu kinematografii. Po pierwsze odbyła się gala, na której wręczono tegoroczną Nagrodę imienia Zbyszka Cybulskiego. Przyznam, że obstawiałam inny wynik. Nagrodę dostała Magdalena Popławska, a ja raczej myślałam o Czerwińskiej – co nie znaczy, że jej szczególnie kibicowałam. Nie miałam tym razem swojego faworyta, bardziej obstawiałam, kogo wybierze jury. Zupełnie nie zaskoczyła mnie natomiast nagroda publiczności dla Jakuba Gierszała.

Kilka słów na ten temat od Barbary Hollender: tutaj

No i po drugie! Tego nikomu nie trzeba przypominać! Zginęła Hanka!!! Cała polska sieć huczy do dziś 🙂 Pojawiają się mniej lub bardziej śmieszne i mniej lub bardziej makabryczne zdjęcia, filmiki, grupy na facebooku. To mógłby być ciekawy temat na rozprawę socjologiczną, „Fenomen śmierci Hanki Mostowiak”. I nie żartuję tu, ani nawet nie ironizuję za bardzo. AGB Nielsen Media Research podało, że wczorajszy odcinek obejrzało 8,3 miliona osób. To naprawdę zadziwiające, że śmierć nieistniejącej osoby, może wywołać takie poruszenie.

No, to kończę, bo zaraz kolejny odcinek „M jak miłość” 😉

Advertisements

One response »

  1. Nie mam dziś czasu czytać Twój blog, ale na pewno tu jeszcze wskoczę. Lubię ciekawych, choć tzw. zwykłych ludzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s