Monthly Archives: Listopad 2011

psinka do oddania

Zwykły wpis

Kochani, wiem, że dużo osób tu wchodzi, bo widzę statystyki (mało tylko komentarzy, ale mniejsza z tym 🙂 ). Może dzięki temu uda znaleźć się dom dla cudownego, kochanego psiaka, który został znaleziony przez wycieczkę szkolną, na trasie Radom-Warszawa. Jest bardzo ufny, przyjacielski, od razu zaprzyjaźnił się z dziećmi z wycieczki. Ma około roku i przypomina owczarka niemieckiego. Obecnie przebywa u jednej z pań nauczycielek, ale nie może tam zostać, więc pilnie poszukujemy kochającego domu. Wiem, że są ludzie o dobrych sercach, którzy chętnie zaopiekują się tym zwierzakiem – tak samo, jak są ludzie o sercach z kamienia, którzy nie pilnują, albo wręcz wyrzucają swoje psy 😦 Wsadzałabym za takie coś do więzienia bez żadnego zastanowienia! Tymczasowi opiekunowie pieska zapewniają dowóz w obrębie Radomia i okolic, a nawet do Warszawy. Rozpuście wici moi drodzy. Pomóżmy temu kochanemu psiakowi!

LUBię LUBlin

Zwykły wpis

Wczoraj wróciliśmy z Lublina. Dzięki mojej koleżance z pracy (dzięki Gosia;*) spędziliśmy super weekend. Lublin to naprawdę świetne miasto. Oboje stwierdziliśmy, że  dobrze się tam czujemy. Nie dość, że Stare Miasto jest bardzo ładne, to pozostałe osiedla też niczego sobie. Ułożenie miasta na wzgórzach dodaje mu uroku, ludzie zdają się jakoś mniej speiszyć.

W czasie długiego spaceru zwiedziliśmy podziemia pod Starówką. Wycieczka zakończyła się multimedialną inscenizacją pożaru Lublina, który miał miejsce w XVIII wieku. Fajna sprawa, zwłaszcza dla dzieciaków 🙂 Do tego wszystkiego okazało się, że jest akurat dzień darmowego wejścia do Muzeum na Zamku, który sam w sobie jest pięknym, dobrze utrzymanym budynkiem. Trafiliśmy między innymi na wystawę ukazującą dawne wierzenia ludowe. Zobaczyliśmy na przykład polską wersję laleczek voodoo. Polecam!

Zahaczyliśmy też o Majdanek – to już w niedzielę. Byliśmy tam niemalże sami, wiatr huczał, skrzypiało drewno. Odpowiedni nastrój do tego miejsca. Niestety w okresie zimowym zamknięte jest większość wystaw. Mimo wszystko spacer dający do myślenia. Przypomniała mi się przy okazji scena z jednego ze starych polskich filmów, który miałam okazję zobaczyć jeszcze w ramach zajęć „Akademia Filmowa” na Uniwersytecie. Chodzi o przerażającą scenę gazowania więźniów w „Kornblumenblau” Wosiewicza. To chyba najmocniejsza scena, jaką kiedykolwiek widziałam, w dodatku powstała w autentycznym obozie koncentracyjnym. Cały film kręcony był na terenie obozów w Oświęcimiu i Majdanku, a reżyser, który zaszczycił nas wtedy po pokazie swoją obecnością opowiadał o tym niesamowite historie… Ale to już na inny wpis.

Można też w Lublinie spędzić czas inaczej, w świetnym SPA. W Warszawie chyba takiego nie ma. Trzy baseny z wodą ciepłą, jak w wannie, mnóstwo hydromasaży, kilka jacuzzi, sauny, grota lodowa. Relaks pełną parą! Żałuję tylko, że nie spróbowaliśmy jakiegoś tutejszego jedzenia w którejś z klimatycznych knajpek na Starym Mieście. Aż żal, ale wylądowaliśmy w Pizza Hut 😐 Tak jakoś wyszło.

 

Już planujemy kolejną wycieczkę, może Wrocław tym razem…

luz blues – miss ya!

Zwykły wpis
luz blues – miss ya!


Dopiero co pisałam „piąteczek”, a tu już paskudny „poniedziałuch”!! Przy okazji poweekendowego powrotu do pracy zatęskniło mi się za ubraniami, które jeszcze niedawno królowały w moich outfitach. W pracy dresscode, a ukochane dżinsy leżą na dnie szafy i wyczekują razem ze mną kolejnego piątkowego popołudnia. A  z nimi luźne swetry i bluzki oversize. Kocham ciuchowy luz i chyba nigdy nie przyzwyczaję się do sztywniackich uniformów, choć i tak modyfikuję je pod siebie, jak tylko mogę.

Twórca pierwszych dżinsów (Levi Strauss??) powinien dostać Nobla!

piąteczek

Zwykły wpis

Ojj, długi był dziś dzień i męczący… Ale pod koniec całkiem miły, bo kupiłam kurtkę „husky”, o której już długo, długo rozmyślałam. Bardzo podobała mi się wersja Zary z łatami na rękawach, ale jakoś na mnie już niekoniecznie, więc wybrałam tę od Pull and Bear. Tym bardziej, że wyczekałam aż do dziś, bo wiedziałam, że dziś w sklepie -20% na wszystkie kurtki. Dzięki temu nie wyszło aż tak drogo.

A teraz już w domu, przy martini, miałabym ochotę obejrzeć jakiś dobry polskim film. Tak jak ostatnio pisałam, dzięki temu, że włączam czasem tv, trafiam na ciekawe programy. Kilka dni temu trafiłam na przykład na „Boisko Bezdomnych” w TV Polonia. Świetne. Polecam zwłaszcza jeśli ktoś, podobnie jak ja, lubi Marcina Dorocińskiego.  Ja ogólnie, w przeciwieństwie do większości widzów, bardzo cenię polskie kino. Mamy naprawdę dobre produkcje, ale wie o nich znacznie mniej osób niż o tych wszystkich „Ciachach” itp., których twórcy wydają na reklamę więcej niż na sam film. Ostatnio jakoś jednak nic ciekawego się nie pokazuje, więc z niecierpliwością czekam na „Big love”, które na ekranach kin już w lutym. Nie da się ukryć, że dla mnie dużym atutem jest rola Antka Pawlickiego, ale to nie wszystko. Myślę, że tak czy inaczej, będzie to bardzo ciekawy obraz. O ile się nie mylę zwiastun filmowy jeszcze się nie pokazał, więc wklejam kilka zdjęć. A tutaj strona filmu na Filmwebie.

Me, myself and I

Zwykły wpis

Ostatnio ktoś zapytał mnie, czemu zmieniłam moją blogową tematykę. Podobno kiedyś więcej pisałam o tym, co się u mnie dzieje. Może i tak, ale jakoś nie wydaje mi się, by wiele osób to szczególnie interesowało. Ale skoro już niektórzy się upominają, to może jednak parę słów o mnie.

Pracuję ostatnio już pełną parą i dobrze mi z tym niezmiernie 🙂 Poza tym chłonę – czytam, oglądam, słucham. Mam wreszcie na to czas. Zaczęłam na przykład czytać książki po angielsku – aktualnie jestem w trakcie lektury „Kubusia Puchatka” – żeby mnie całkiem nie opuściła moja i tak wątpliwa umiejętność posługiwania się językiem. Zdarza mi się też czasem włączyć telewizję, co kiedyś było nie do pomyślenia. Dzięki temu trafiam na ciekawe filmy i inne programy, na przykład Top Model… no dobra, żartuję 😉 Tak poważnie, to trafiłam na przykład na program Lubię to!, o którym pisałam tutaj. No i wróciłam na fitness. Wyliczyłam, że miałam prawie półroczną przerwę, więc nic dziwnego, że już drugi dzień mam zakwasy. Ale czuję się z nimi świetnie. Szkoda tylko, że nie mogę chodzić tak często, jak kiedyś, ale dwa razy w tygodniu, to zawsze coś.

A dziś zaczęłam się zajmować poszukiwaniem prezentów świątecznych. Tak, na Święta Bożego Narodzenia i nie, nie straciłam rachuby czasu. Po prostu mam zamiar w tym roku uniknąć kupowania upominków na ostatnia chwilę w zatłoczonych sklepach, pełnych grubych, obleśnych Mikołajów. Wzięłam się więc na sposób i poszukuję prezentów w internecie. Muszę to robić już teraz, bo cwani sprzedawcy na allegro podnoszą przed Świętami dwukrotnie ceny, a listonosze i kurierzy szaleją od nadmiaru przedświątecznej roboty. Wam też radzę podobną strategię, w sieci można znaleźć naprawdę fajne pomysły na prezenty.

HollyDay

Zwykły wpis

Chwilę temu wróciłam z teatru, więc teraz czas na kilka spostrzeżeń na gorąco. Widziałam „HollyDay” w Teatrze Studio. Sztuka bardzo dobra, ale nie zachwycająca. Było wiele zabawnych momentów – faktycznie śmiesznych. Kilka innych miało chyba wzruszać czy poruszać, ale mnie nie do końca ruszyły. Może dlatego, że świat wschodzących gwiazdek i celebrytów znanych z tego, że są znani jest mi całkiem obcy. Zupełnie nie umiałam więc utożsamić się z bohaterami.

Duży plus – Antek Pawlicki 🙂 Jego rola przypadła mi do gustu, bo nie jest płaska i jednowymiarowa. No i zagrał też bardzo dobrze  (no tak, wiem, co innego miałabym o nim napisać ;))  Zawsze jednak porównuję spektakle z jego udziałem do „Showtime” w Teatrze Praga. Jak na razie nic nie może się z tą sztuką (notabene tego samego reżysera) równać, „HollyDay” także nie (mimo że w obu świeci gołą pupą ;P).

Inni aktorzy w „HollyDay” też się sprawdzają – Boczarska, Błaszczyk, nawet Piotr Wawer, który działał mi na nerwy, obiektywnie patrząc zagrał bardzo dobrze. I był jeszcze ktoś, kto w cudowny sposób wzbogacił spektakl – Kamil Czarnecki, znany być może szerszej publiczności jako lowelas Bożenki z „Klanu” 🙂 (przynajmniej kiedyś, nie wiem, czy jeszcze się tam pojawia). Kamil w pewnym momencie przedstawienia wykonuje zachwycający układ choreograficzny, który zrobił na mnie przeogromne wrażenie!! Chętnie obejrzałabym jakiś dłuższy pokaz taneczny w jego wykonaniu.

A więc reasumując – spektakl polecam, zwłaszcza za całe 35 zł w promocji gruponowej 🙂 Ja mam teraz ochotę obejrzeć kultowe „Śniadanie u Tiffanny’ego”, które było inspiracją dla Siegoczyńskiego przy tworzeniu „HollyDay”.

A jeśli jesteśmy już przy Pawlickim i Boczarskiej, to miałam okazję widzieć najbliższy odcinek „Czasu Honoru” i bardzo, bardzo zachęcam do obejrzenia. Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że raczej śmieszą mnie łzy wzruszenia wylewane w trakcie filmów, tym bardziej seriali. W tym odcinku jest jednak scena, która faktycznie, realnie, prawdziwie (!) mnie wzruszyła. Serio, serio! Spojler tutaj byłby nie na miejscu, więc jedynie zachęcam do obejrzenia. Na pewno zorientujecie się, o której scenie mówię. Do tego została wspaniale zagrana!

Pedro, Cybulski i… Hanka

Zwykły wpis

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem zawisłaby tu dziś recenzja kulinarna. Ale jak wiadomo nie zawsze wszystko dzieje się zgodnie z planem, więc będzie recenzja filmowa. A raczej „recenzyjka”.

Mieliśmy uczcić wczoraj w knajpce o zręcznej nazwie Babalu, magisterski tytuł uzyskany przez Pana T. Skończyło się jednak na kebabie z Placu Wilsona i Almodovarze w Kinie Wisła. Przy okazji, jeśli ktoś nie wie, to informuję wszem i wobec, że do kina warto chodzić tylko do Wisły właśnie i to zwłaszcza w poniedziałki. Podwójny bilet – dla par – kosztuje wtedy 20 zł, czyli po dyszce na łepetynę. Dla porównania – bo akurat znajomi byli w weekend – dwa bilety, w tym jeden ulgowy, w jednym z wielkich multipleksów, to koszt 49 zł. Tego, kto zna cyferki, nie trzeba chyba przekonywać.

A wracając do Almodovara, nie będzie niczym zaskakującym, jeśli napiszę, że to wariat. Do tego geniusz, a to połączenie zawsze przynosi wyśmienite efekty artystyczne. „Skóra, w której żyję” to bardzo oryginalne i ekstremalne potraktowanie tematu syndromu sztokholmskiego. O treści, aby uniknąć spojlerów, mogę niestety napisać niewiele. W kilku więc słowach: genialny chirurg (i genialny w tej roli Banderas) prowadzi eksperymenty z przeszczepem skóry (i nie tylko) na więzionej w swej okazałej posiadłości kobiecie. Poznajemy stopniowo jego tragiczną historię, która przyczyniła się do niezrównoważenia psychicznego mężczyzny. Mogę śmiało powiedzieć – historia ta poraża. I o treści to by było na tyle 🙂

Nie napiszę też nic o motywach charakterystycznych dla reżysera, nawiązaniach gatunkowych i tego typu sprawach – bo zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. Dodam jedynie, że już sam wątek przetrzymywania przez kilka lat osoby, która w końcu zakochuje się w swoim oprawcy, wydaje się pomysłem na interesującą fabułę. Ale byłaby z tego chyba po prostu nieco lepsza wersja „Piły mechanicznej”, czy czegoś w tym rodzaju. Nie zapominajmy jednak, że to genialny Pedro Almodovar i na tym nie mogłoby się skończyć. Jet w filmie wątek znacznie bardziej zaskakujący, zatrważający i szokujący. Naprawdę warto zobaczyć.

Ale, ale! Pozostańmy jeszcze na chwilę w klimatach filmowych. Wczorajszy wieczór obfitował także w polskie emocje z kręgu kinematografii. Po pierwsze odbyła się gala, na której wręczono tegoroczną Nagrodę imienia Zbyszka Cybulskiego. Przyznam, że obstawiałam inny wynik. Nagrodę dostała Magdalena Popławska, a ja raczej myślałam o Czerwińskiej – co nie znaczy, że jej szczególnie kibicowałam. Nie miałam tym razem swojego faworyta, bardziej obstawiałam, kogo wybierze jury. Zupełnie nie zaskoczyła mnie natomiast nagroda publiczności dla Jakuba Gierszała.

Kilka słów na ten temat od Barbary Hollender: tutaj

No i po drugie! Tego nikomu nie trzeba przypominać! Zginęła Hanka!!! Cała polska sieć huczy do dziś 🙂 Pojawiają się mniej lub bardziej śmieszne i mniej lub bardziej makabryczne zdjęcia, filmiki, grupy na facebooku. To mógłby być ciekawy temat na rozprawę socjologiczną, „Fenomen śmierci Hanki Mostowiak”. I nie żartuję tu, ani nawet nie ironizuję za bardzo. AGB Nielsen Media Research podało, że wczorajszy odcinek obejrzało 8,3 miliona osób. To naprawdę zadziwiające, że śmierć nieistniejącej osoby, może wywołać takie poruszenie.

No, to kończę, bo zaraz kolejny odcinek „M jak miłość” 😉