Monthly Archives: Wrzesień 2011

szafowanie

Zwykły wpis

Jak wielu z Was wie, namiętnie przesiaduję na Szafie. O co chodzi? O świetny portal internetowy. Jego główną funkcją – od tego wszystko się zaczęło – jest wymiana ciuchów między użytkowniczkami, tzw. „szafowiczkami” (w odróżnieniu od „szafiarek”, czyli dziewczyn, które prowadzą modowe blogi – i które swoją drogą też często odwiedzam).

A więc wymiana ciuchów. Wiele osób wzdraga się na samą myśl o założeniu czegoś, co było noszone przez obce im osoby. To kompletnie nieracjonalne. Takie osoby zwykle kupują ubrania w sieciówkach, gdzie ciuchy są mierzone przynajmniej kilkanaście razy dziennie przez różnych ludzi. Co więcej, wiem od kilku pracowniczek sklepów z ubraniami, że noszą one coś przez cały dzień, by zareklamować produkt, a potem odkładają na półkę i na drugi dzień nieświadoma niczego klientka kupuje „nową” bluzeczkę.  A co ze zwrotami? Niejednokrotnie zdarza się, że dziewczyny kupują wystrzałową kieckę, zakładają w weekend i odnoszą w poniedziałek grzecznie do sklepu, żądając zwrotu pieniędzy. I czasem je odzyskują. Tak więc wymiana na Szafie nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, różni się o0d kupowania w takim na przykład H&M-ie. Tym bardziej, że szafowiczki wystawiają często rzeczy założone dwa razy. Wiem, bo sama tak robię. Aktualnie pędzi do mnie paczuszka ze ślicznymi, żółtymi spodenkami Atmosphere. Myślę, że ta wymianka będzie bardzo udana. Wielką zaletą takich wymian jest ekologia – zamiast wyrzucać nielubianego ciucha, przekazujemy go dalej, same odbieramy coś po kimś innym. A do tego wielkie korporacje ubraniowe na nas nie zarobią. Zarobi tylko biedna Poczta Polska 🙂

Sprzedaż to druga możliwość na Szafie. Niestety coraz więcej osób chce tylko sprzedawać swoje ubrania. Może myślą, że zarobią na tym majątek? Raczej się to nie uda. Sama dość często tam sprzedaję, ale każdą rzecz mam wystawioną na sprzedaż lub wymianę. Jeśli ktoś chce kupić – proszę bardzo. Zyskuję miejsce w szafie i parę groszy na drobne wydatki. Druga strona płaci mniej niż w sklepie i nadal jest bardziej ekologicznie.

Kolejna, baaardzo ważna opcja na Szafie to Szafiarenka, czyli szafowe forum. Można tam poznać naprawdę świetnych ludzi, poczytać interesujące wątki i znaleźć też pomoc w wielu kwestiach. Rzecz jasna, zdarzają się kłótnie – jak to wśród bab, i jeszcze w internecie! Huhu, co tam się czasem nie wyprawia! Ale jeśli ma się do tego odpowiedni dystans, to można mieć ubaw po pachy! Szafowiczki dają się poznać nie tylko na forum, ale także poprzez wystawiane u siebie w profilu kreacje. Czasem w opisach zapraszają na swoje blogi, czasem opowiadają swoje interesujące historie. Chciałam Wam dziś przedstawić jedną z takich szafowiczek, która wzbudza w nas wielki optymizm i szacunek. Poznajcie utalentowaną i śliczną Dominikę Budzyńską.

Poniżej adres do jej bloga:

http://www.dominikabudzynska.blogspot.com/

I do facebookowej strony:

http://www.facebook.com/home.php?ref=home#!/budzynskaphotographymakeup?sk=info

Polecam obejrzenie jej w roli fotomodelki, a także jej prac jako wizażystki. Jest po prostu niesamowita 🙂

Reklamy

country style

Zwykły wpis

Jakiś czas temu wspominałam, że na mojej modowej liście „must have” znalazła się kowbojska koszula w kratę. Z kolei kilka dni temu Kasia Tusk zamieściła na blogu stylizację z kratą w roli głównej. Krata (także w wersji flanelowej) powraca co jakiś czas w łaski. Obecnie ma swoje kolejne pięć minut – dużo jej w wielu sklepach, ale nie zawsze w takim wydaniu, jak szukamy. Ja, po długich poszukiwaniach znalazłam wersję dla siebie w… Croppie. Nie lubię tego sklepu i weszłam tam zupełnie po co innego. A wyszłam z koszulą w kratę i klasycznymi dżinsowymi rurkami. Cena zestawu powalająca – 150 zł. W innych sklepach mierzyłam same spodnie w takiej cenie. I jeszcze jednak zdobycz z wczoraj – kurteczka w pepitkę. Zakupy zaliczam więc do bardzo udanych!

Poniżej moje nabytki, stylizacja Kasi Tusk i kilka innych propozycji w stylu country 🙂

Moja nowa na jesień 🙂

Moja z Croppa

No i dżinski

flanela

Kasia Tusk i jej stylizacja

I nawet para książęca upod0bała sobie styl country 🙂

Gwen

weekend

Zwykły wpis

Witam Was w końcówce weekendu. Nie wiem,  jak Wy, ale ja spędziłam go bardzo dobrze – z jednej strony pracowicie, z drugiej nieco odpoczęłam. Jeśli chodzi o część „pracowitą”, to miała miejsce w kuchni. Jako że jestem u rodziców, to pomagałam im przygotować kolacje dla zaproszonych na wieczór znajomych. W menu pojawiły się: pieczony w domu chleb, polędwiczki w winie z sałatką z rukoli i prażonych płatków migdałowych, tradycyjna  sałatka jarzynowa i sałatka grecka, ciasto – „fale Dunaju”, sałatka owocowa z rumem… i inne „drobne” przystawki. Prawdziwa uczta. Kilka zdjęć poniżej, więcej nie miałam nawet czasu zrobić.

Najgorsze w tym wszystkim jest to,  że nie było mi dane spróbować niczego z tych specjałów! Ledwo bowiem wyrobiłam się na grilla u znajomych. Pocieszyło mnie trochę, że tam czekała kolejna uczta.  No i impreza udała się świetnie, jak zawsze w tak doborowym towarzystwie 😉 Dziś wprawdzie jestem dość mocno niewyspana, ale w tak leniwy dzień nie ma to znaczenia. Większość dnia spędziłam przed domem,  łapiąc ostatnie promienie tegorocznego letniego słońca…

Teraz już powoli zbieram się do spania, bo od jutra znów zmagania z rzeczywistością. Zawsze myślałam, że na bezrobociu ma się tyyyyleee wolnego czasu 😉 Guzik prawda!

rowerem przez świat

Zwykły wpis

Już kilka osób pytało mnie, kiedy pojawię się znów na blogu. Z wakacji wróciłam już kilka dni temu, więc faktycznie wypadałoby się pojawić i tu. Cały czas czekałam na skompletowanie zdjęć z wyjazdu, by móc zdać relację i fotorelację za jednym razem. To chyba jednak potrwa jeszcze trochę, więc trudno – poczekamy. Podobno już niedługo jesień ma naprzeć na Polskę ze wszystkich sił, więc wtedy kolorowe zdjęcia z Majorki będą w sam raz do pooglądania w deszczowe popołudnie. Dziś natomiast krótko, bo po powrocie jeszcze więcej spraw na głowie…

 

Jestem teraz w moim rodzinnym Radomiu i ogarniam tu różne sprawki. W międzyczasie wysyłam CV, bo poszukuję pracy. Jest sporo ciekawych ofert, ale przebić się przez skomplikowane, wieloetapowe procesy rekrutacyjne nie jest łatwo. Jak na razie jestem jednak dobrej myśli. Trzymajcie kciuki 🙂

 

Kiedy już dziś zakręciło mi się w głowie od przeglądanych w Internecie ofert, wyskoczyłam załatwić kilka spraw na rowerku!! Dawno tego nie robiłam i stwierdzam, że to jednak świetna sprawa. Wystarczy wskoczyć w wygodne dresiki i śmigać przed siebie – szybciej niż autobusem i często samochodem, taniej, ekologicznie. Muszę poważnie pomyśleć, żeby zacząć poruszać się po mieście rowerem. Martwi mnie tylko mała ilość ścieżek rowerowych w Warszawie, zwłaszcza przy ruchliwych ulicach. Niedawno wprowadzono przepis mówiący, że można jeździć po chodnikach, jeśli samochody na drodze stanowią zagrożenie. Ale jako niewprawny rowerzysta stanowiłabym na takiej Marszałkowskiej dużo większe zagrożenie dla tłumów przechodniów niż samochody dla mnie. Ale poza Centrum, póki pogoda pozwoli, będę podróżować rowerem. Postanowione! 🙂

 

A to mój dzisiejszy (a tak w ogóle to taty) rumak:

Marzy mi się, rzecz jasna, miejski rower holenderski. Jeśli przez jakiś czas będę trzymać się swojego p0stanowienia i będę faktycznie jeździć, a do tego jeszcze znajdę pracę – to będzie to mój pierwszy zakup z pierwszej pensji 😉

 

Wakacje za chwilkę

Zwykły wpis

Za kilka godzin będę już na Majorce!! Bardzo się cieszę – wreszcie w pełni zasłużone wakacje. Po powrocie relacja z pobytu na wyspie na pewno się tu pojawi. Na ten tydzień zostawiam Was natomiast z moim najnowszym odkryciem: Cezikiem i jego Szajką 🙂 Poniżej mój faworyt jeśli chodzi o jego produkcje, ale warto też zobaczyć inne. Polecam!

pan Gierałtowski

Zwykły wpis

Kurs, który ostatnio przeszłam dostarczył mi motywacji i inspiracji nie tylko w kwestii zawodowej. Dostałam także potężną dawkę wiedzy na temat ludzi, których warto poznać – poprzez ich twórczość oczywiście. Jedną z takich osób jest fotograf Krzysztof Gierałtowski, który robi zdjęcia innym ważnym, czasem nawet wielkim, ludziom. Jego portrety są bardzo oryginalne, bo jak sam mówi, stara się znaleźć w swoich modelach jakąś niewidoczną na pierwszy rzut oka cechę, coś, co później odda w niesamowity sposób. Udawało mu się wielokrotnie namawiać ludzi do naprawdę nietypowych sposobów pozowania. A pozowali mu Miłosz, Holubek, Kołakowski… Doborowe towarzystwo. Prace Gierałtowskiego możecie zobaczyć tutaj:  http://www.gieraltowski.pl/

Ale tak naprawdę najciekawsze są, kiedy zna się historie i anegdoty związane z ich powstaniem. Dzięki jednemu ze wspaniałych trenerów miałam okazję kilku takich wysłuchać. Najciekawsza dotyczyła chyba Stokłosy i Józefowicza… 😉

A oto sam mistrz:

autoportret