zmiany, zmiany, zmiany

Zwykły wpis

Tyle jest rzeczy, o których w tym momencie chciałabym napisać, ale czasu, jak zwykle, brak. Wybieram więc najważniejsze, a pozostałe pojawią się w następnym tygodniu. Będzie o bardzo ciekawej książce, niezłym filmie, wspaniałym fotografie. Nie zbraknie też relacji i fotorelacji z Poznania. Zapraszam od poniedziałku.

A co dziś? Dziś o czymś dawno obiecanym, bardzo dla mnie ważnym, co będzie miało duży wpływ na moje dalsze życie:

 

Tym, co na zdjęciach, zakończyła się dla mnie „Szkoła Trenerów”, w której brałam udział przez ostatni miesiąc. Owszem, certyfikat także zdobyłam, ale zyskałam coś ważniejszego: pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Jak to się stało? Po kolei.

 

Pierwszego dnia szkolenia byłam przerażona. Trafiłam do grupy osób sporo starszych ode mnie, z bogatym doświadczeniem zawodowym i życiowym. Korporacje, banki, ambasady. Szkoda gadać! No i ja, taka „sierotka marysia”, świeżak po studiach. Było już jednak za późno na zmianę decyzji, więc zostałam. Podjęłam już w głowie postanowienie – jasne jest, że nie zdam egzaminu, ale nie mam zamiaru się tym przejmować. Miesiąc szybko zleci. No i zleciał – zdecydowanie za szybko!

 

Już pierwsze zajęcia pokazały mi ogrom moich własnych możliwości. Gdzieś na końcu głowy zaświtała myśl, że może jednak nie jest tak źle, że tu jestem. Dlatego też wolałam nie pisać nic o kursie na blogu – na wszelki wypadek, gdyby jednak coś w moich odczuciach się zmieniło. Po drugim dniu spędzonym z tym samym trenerem byłam już na tyle zmotywowana, by jak najwięcej skorzystać z kursu (choć nadal byłam pewna, że certyfikatu nie otrzymam). Dzień po dniu, krok po kroku moja wiedza i umiejętności na tyle wzrastały, że pojawiła się mała nadzieja. Przełomowe okazały się zajęcia z komunikacji niewerbalnej, kiedy pierwszy raz wyszłam przed grupę. I choć pierwszy występ okazał się porażką, to nie zniechęciłam się, z każdym kolejnym było lepiej. I tak to szło aż do wczoraj, kiedy to otrzymałam certyfikat z całkiem niezłym rezultatem 🙂 Mogę śmiało powiedzieć, że jestem z siebie dumna! Dokonałam w sobie wielkiej zmiany i zrobiłam to dzięki własnej, ciężkiej pracy. Odwaliłam po prostu kawał dobrej roboty. Mam ogromną satysfakcję pisząc te zdania, bo jeszcze miesiąc temu nie przeszłyby mi one przez klawiaturę <;)> Stwierdziłabym zwyczajnie, że miałam fart, a tego typu słowa byłyby dla mnie oznaką zadufania w sobie, zarozumiałości.

 

Ok, by jednak nie popaść w przesadny samozachwyt, muszę powiedzieć, że sama bym tej przemiany nie dokonała. Po pierwsze jest to zasługa motywujących i inspirujących trenerów, a po drugie i ważniejsze – wspaniałej GRUPY, z którą miałam szczęście pracować! Ich słowa otuchy, pochwały, komplementy (co ważne – nie puste) pomogły mi niewiarygodnie. Tak jak wszyscy inni, znalazłam się na kursie w przełomowym momencie mojego życia. Skończyłam studia i miałam już realnie wkroczyć w prawdziwą „dorosłość”, rzeczywistość pozastudencką, także na rynek pracy. Dzięki nim wchodzę tam silniejsza, bogatsza w nowe doświadczenia. Cały czas miałam w sobie przeświadczenie, że wszędzie będę traktowana jako młoda, głupia gęś, która chce czegoś od świata „dorosłych”. Okazało się, że ten świat przyjął mnie z otwartymi ramionami, traktując po partnersku, jak równego sobie. Poznałam po prostu wspaniałych ludzi! Dobrze wiedzieć, że w tym nierozpoznanym jeszcze do końca przeze mnie świecie, tacy są. D Z I Ę K U J Ę!!! (mieli tu zajrzeć, więc mam nadzieję, że przeczytają ;P)

 

Jeszcze kilka słów na temat samego szkolenia. Mimo że finansowane ze środków UE, to zorganizowane zostało na maksa profesjonalnie, potraktowane bardzo serio. Naprawdę starano się przekazać jak najwięcej wiedzy, tyle, ile było możliwe w tak krótkim czasie. Wszyscy trenerzy to najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach i niebywale przykładali się do swojej pracy. Nauczyli nas, czego mogli, a jednocześnie nie obawiali się, że podglądamy ich warsztat pracy. Byliśmy w końcu dość specyficzną grupą, którą interesował nie tylko poziom merytoryczny, ale i poziom meta, nie tylko co mówią, ale i jak mówią. Co ważne, szkolenia były prowadzone w bardzo ciekawy sposób. Mimo że ludzki umysł nie jest w stanie skupić się w takim samym stopniu przez całe ośmiogodzinne szkolenie, ba, nawet przez 45 minut, to ja mam wrażenie, że przez większość czasu byłam na tym najwyższym poziomie percepcji. A wszystko dzięki trenerom. Podano nam w pigułce najistotniejsze informacje dla przyszłych trenerów – proces grupowy, mowa ciała, typologie uczestników szkolenia, stres itd. – to wszystko tematy bardzo interesujące, aż chciałaby się więcej.

 

To „więcej” jest niezbędne. Taką postawę także zaszczepili w nas trenerzy. Jeśli ktoś chce iść w tym kierunku, wciąż musi się rozwijać i pogłębiać wiedzę. Bez tego ani rusz. Jeśli chodzi o mnie, to na pewno tak zrobię, aczkolwiek nie mam pewności, czy kiedykolwiek będę szkoleniowcem. Nie ze względu na to, czy dam radę, a ze względu na to, czy chcę. Na razie we własnym zakresie będę drążyć temat, a kiedy poczuję się gotowa, wiem, że uda mi się zostać dobrym trenerem!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s