smętki dzisiejsze

Zwykły wpis

No i udało mi się wreszcie zrobić zdjęcia obiecanych sypialnianych motylków. Motyw pojawia się za firankach, które są jednym z moich ulubionych elementów dekoracyjnych w domu. Niestety fotografie nie oddają ich uroku. Filcowe motylki w (bardzo modnym ostatnio :)) kolorze nude obsiadły także karton-gipsową ramkę wokół telewizora. Dzięki tym owadkom nasza sypialnia nabrała bardzo przytulnego charakteru.

Całości dopełnia  lampka w tym stylu, jednak już bez motylkowego motywu:

Tyle o wnętrzach, temat jeszcze na pewno powróci, natomiast naszła mnie dziś pewna refleksja, którą chcę się z Wami podzielić. Dzisiaj na kursie toczyła się dyskusja na temat „tej dzisiejszej młodzieży”. Wielu uczestników twierdziło, że panuje wszechobecne zepsucie, degeneracja wartości i że nie może to długo potrwać. Prawdopodobnie jest to schyłek pewnego okresu – o czym świadczą choćby ostatnie wydarzenia w Londynie – i wkrótce, po dłuższym lub krótszym burzliwym czasie, nastąpi całkowita zmiana. Możliwe – przyszłości nikt do końca nie przewidzi. Mam jednak wrażenie, że to nie do końca jest tak.

Jedna z moich ulubionych książek,  „Madame” Antoniego Libery, zaczyna się od relacji licealisty, który źle się czuje, gdyż żyje w „kiepskich” czasach. Wszystkie ważne, doniosłe wydarzenia już się dokonały, nie ma wspólnej idei jednoczącej jego rówieśników, z obecnego pokolenia nie wyrośnie żaden wielki człowiek, nie powstanie legenda. Co więcej, potwierdzają to nauczyciele, którzy na każdym kroku podkreślają, że „kiedyś to byli uczniowie… „. Jak kończy się książka? Bohater jest już dorosłym mężczyzną. Spotyka ucznia swojego dawnego liceum, który bardzo pragnie go poznać. Ma podobne zdanie na temat czasów, w których przyszło mu dorastać, jakie wcześniej przedstawił o swoim okresie dorastania narrator. Okazuje się, że w szkole krążą legendy na temat naszego bohatera i jego poczynań. Jest idolem, którego nauczyciele mają na myśli, mówiąc „kiedyś to byli uczniowie…”.

A prawda jest taka, że od wieków tak to się dzieje. Zawsze wydaje nam się, że minione pokolenia były zwyczajnie lepsze. Tylko że po 20, może 30 lat to na „tę dzisiejszą młodzież” ludzie będą spoglądać, jako na relikt minionej, o wiele lepszej epoki.

Nie chcę przez to powiedzieć, że ludzie się nie zmieniają, młodzież się nie zmienia. Być może nawet zmienia się na gorsze. Natomiast nie jest to zjawisko właściwe naszym czasom. Zawsze kolejne pokolenie różniło się od poprzedniego. I pewnie zawsze tak będzie.

To tyle moich dziesiejszonastrojowych smętów. Jeśli ktoś dotrwał do końca, dziękuję bardzo 🙂

A na koniec, z dozą ironii, Wiesław Brudziński 🙂

Ciekawe, że z pokolenia na pokolenie dzieci są coraz gorsze, natomiast rodzice coraz lepsi, a więc z coraz gorszych dzieci wyrastają coraz lepsi rodzice.

Faktycznie, to mocno zastanawiające ;P

Reklamy

2 responses »

  1. Pingback: obrazy, obrazki, obrazeczki « moje esy-floresy

  2. Pingback: Madame po raz drugi « moje esy-floresy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s